Żoliborz Urzędniczy

Wyszłam dzisiaj zobaczyć, jak przed wojną mieszkali urzędnicy. Noo, takie mieszkania to ja rozumiem. Ale nie narzekam, moje też jest fajne.

Dzieci Żołnierze

Wszyscy znają pomnik Małego Powstańca na Starym Mieście – ten jest znacznie mniej znany. Facet, który wysłał te dzieciaki na śmierć, też ma swoją ulicę w Warszawie.

Modernistyczny kościół św. Stanisława Kostki. Znany z wiadomo kogo.

Najsłynniejsza budowla Żoliborza Urzędniczego zaliczona. Zapuszczam się w uliczki.

pl. Henkla.

I place.

To miejsce już widziałam na jakimś blogu… Tylko rowery inne.
…no i nie było śmietników : ).

Prawda jest taka, że trudno zrobić takie zdjęcie, żeby w kadr nie wszedł jakiś samochód, śmietnik albo inne brzydactwo. Osiedle w rzeczywistości jest i ładniejsze, i brzydsze, niż na zdjęciach. Zależy jak spojrzeć.

Najładniejsza jak zwykle jest i tak przyroda. Wprowadza trochę dramatyzmu i chaosu do tego uładzonego ludzkiego świata.

Podobnie jak spontaniczna twórczość ludowa. Graffiti na murze ogródka jordanowskiego.

Spalone kalorie uzupełniłam musem czekoladowym z wiśnią z cukierni Smaki Warszawy. Diablo drogi, ale też i diablo dobry.

Zapylamy, zapylamy

Na rowerze zapylamy, po wiejskich dróżkach, po kałużach, nad rzeczkę, na łączkę. Po wielu perturbacjach przywitałam się w końcu z moim dawno nie widzianym Czarnym Mustangiem i ruszyliśmy z przyjacielem na mazowieckie drogi i bezdroża.

Zapylają też zapylacze, aż buczy. Jako regularna donatorka akcji Pomóżmy Pszczołom Greenpeace’u czuję się zobowiązana, aby poświęcić im chwilę uwagi na blogu. Entomologiem nie jestem, nie znam nazw gatunków, które poniżej prezentuję, ale czy to ważne? Chociaż (dla mnie) bezimienne, na pewno wszystkie są pożyteczne. A jak się im przyjrzeć z bliska, to i piękne.

Poziomki kojarzą mi się z latem bardziej, niż jakiekolwiek inne owoce. No, może jeszcze jagody. Wszystkie inne owoce są do kupienia cały rok, sprowadzane samolotami z drugiego końca świata. Poziomki są tylko w lecie i zazwyczaj rosną dziko. Mają cudowny zapach i smakują obłędnie. Ta akurat nie jest dzika, bo rośnie w ogródku, ale jest na wpół zdziczała, bo nikt jej specjalnie nie hoduje, sama sobie rośnie, to tu, to tam.

Utrata.
Motylem jestem, na na…
Jaszczur w szacie godowej.

Ten pan nie jest bezimienny, to jaszczurka zwinka (Lacerta agilis). Pospolita, ale nie tak do końca, bo przecież gadów w Polsce nie mamy zbyt wiele.

Na koniec trochę wiejskiego industrialu.

…i jeszcze coś dla wielbicieli horrorów. Gniazdo pajączków. Mama-pajęczyca  (w lewym górnym rogu) pilnuje, żeby ktoś obcy (na przykład ta baba z telefonem) nie zrobił im krzywdy.

Miłych snów! ; )

Korzenie

W ogóle ciężko mi idzie powrót do blogosfery. Miało być tak pięknie, a tu najpierw okazało się, że nie ma już Bloxa, a potem, że pierwszy wpis powinien być o… pogrzebie. Ale nie poddam się tak łatwo. Nie będzie o pogrzebie, ale o korzeniach. Bo do swoich korzeni wróciłam z tej okazji. Wiejskich korzeni. Wielkopolskich. Nieboszczka była córką brata mojego dziadka ze strony mamy. A dziadek urodził się na wsi pod Poznaniem (podobnie jak babcia). Potem oboje, jeszcze przed wojną, przeprowadzili się do Warszawy i tak oto zostałam warszawianką. Babcia z dziadkiem dawno już nie żyją, a teraz zmarła kuzynka mamy i 1 lipca wylądowałam razem z nią u rodziny, której większość została tam, na wielkopolskiej ziemi.

Prawie jak Prowansja : )
Araukaria.

Araukaria chilijska, żywa skamielina, trudna do wyhodowania w Polsce ze względu na klimat. Taki piękny okaz rośnie sobie jak gdyby nigdy nic na terenie firmy mojego kuzyna.

To nie igły, to łuski (a właściwie LIŚCIENIE).
Zapowiadają deszcze, miasto zadbało o przechodniów.

Polska powiatowa – miasta i miasteczka. Bywają urokliwe. Wieczorem poszliśmy na spacer po starówce.

Ciekawe, co te żurawie załatwiały u notariusza.
Drzwi do…?
Hydrant Krammer, Wr. Neustadt.
Trink Wasser. Dla spragnionych (dużych i małych).

Dobra, dosyć tej hydrauliki. Chodźmy coś zjeść.

Pyry z gzikiem.

Jak Wielkopolska, to tylko wielkopolskie specjały. Pyry z gzikiem z olejem rydzowym. Pychota.

Dlaczego tu jestem?

Dlatego, że nie ma mnie tam – na ś.p. Bloxie. Akurat, gdy miałam – po raz kolejny – na niego wrócić, okazało się, że ponad rok temu ktoś wpadł na pomysł, żeby go zlikwidować, bo jest mało popularny, mało nowoczesny, w ogóle passe. Teraz jest Facebook, Instagram, Snapchat, Twitter, TikTok i co tam jeszcze kto wymyślił. Zatem, drodzy blogerzy – pakujcie swoje blogowe manatki (ale bez komentów) i wynoście się na wordpressa, jak nie umiecie, my wam w tym pomożemy. Napisaliście się, miło było.

Wcale nie chciałam, żeby ten pierwszy wpis był taki gorzki, ale… Ech, gazeto.pl, kiedyś byłaś fajną witryną, ale zeszłaś na psy.