Park i Cmentarz Powstańców Warszawy

Na niewielkim Ulrychowie znajdują się trzy parki i aż pięć cmentarzy. Najpiękniej wyglądają jesienią. Odwiedziłam dzisiaj trzeci z parków i drugi z cmentarzy. Cmentarz Powstańców powstał tuż po wojnie, w 1945 r., park – w latach 60.

Kaplica Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich.

U wejścia do parku usytuowali się… mormoni.

Główna aleja parku.

Białe, szklane podświetlane słupy to ekspozycja Muzeum Powstania Warszawskiego, montowana wiosną i demontowana jesienią, na której znajduje się 50 tys. imion i nazwisk oraz dat urodzenia ofiar Powstania Warszawskiego.

Wiersz Tadeusza Gajcego na jednym ze słupów.

Stutthof lub Neuengamme – prawdopodobne miejsca śmierci mojego dziadka.

Wywieziono go wraz z bratem, w czasie powstania.

Pomnik Polegli-Niepokonani.

Kamienie brukowe pochodzą z warszawskich ulic.

Pomnik jest jednocześnie zbiorową mogiłą – powstał na kurhanie, pod którym spoczęły prochy 50 tys. mieszkańców Warszawy – powstańców i cywili, poległych w czasie Powstania.

Kwatera żydowska na cmentarzu.

Modlitwa Szarych Szeregów po niemiecku.

Mortui sunt, ut liberi vivamus.

„Umarli, byśmy mogli żyć jako wolni ludzie”.

Umarli – przede wszystkim – niepotrzebnie.

Izba i Mur Pamięci.

Czyżby…???

Update: Confirmed. To dziadek i jego brat.

Kasztanowiec czerwony zasadzony dla powstańców Marii i Kazimierza Piechotków.

Piechotkowie przeżyli powstanie i po wojnie byli m.in. architektami warszawskich osiedli na Bielanach, tzw. „Piechotkowa” – spacerowałam po nim w 2020 r. (Maria Piechotka, rocznik 1920, przeżyła 100 lat).

Parkowy staw (dawna glinianka).

Osiedle Sowińskiego

Czyli Ulrychowa ciąg dalszy. Osiedle jest zwyczajne do bólu, uroku o tej porze roku dodaje mu jesień. Pomiędzy bloki z przełomu lat 50. i 60. powtykane jak rodzynki w ciasto (takie z dyskontu raczej, niż z cukierni) stare kamienice, kapliczki i drzewa.

ul. Garbińskiego – część stara.
ul. Garbińskiego – część nowa.
Kapliczka z 1868 r.
Na drugim planie pomnikowy jesion wyniosły.

Cmentarz Ewangelicko-Reformowany

Drugi z wolskich cmentarzy ewangelickich, na Młynowie. Założony w tym samym roku (1792), co sąsiadujący z nim (i połączony furtką) Cmentarz Ewangelicko-Augsburski. I z podobną historią. Jest nieco mniejszy, ale równie ładny, tą specyficzną starocmentarną urodą, zwłaszcza teraz, jesienią. Niestety miałam mało czasu na zwiedzanie, ale parę zdjęć zdążyłam zrobić.

Stefan Żeromski – najbardziej znany „lokator” cmentarza.

Na cmentarzu pochowany jest też Jeremi Przybora, ale jego grobu nie udało mi się znaleźć, mimo mapki i adresu.

To nie ten Blikle.

Lasek na Kole

Najbardziej centralnie położony las miejski Warszawy – od Pałacu Kultury dzieli go ok. 5 km. Najładniej podobno wygląda jesienią, ale wybrałam się chyba za wcześnie, zwiedziona złocistym klonem w ogródku Przyjaciela. Dzisiaj w lesie królowała jeszcze mroczna zieleń, co z drugiej strony jest jednak pocieszające.

Mroczna zieleń.
I nieśmiałe oznaki jesieni.
Ruiny w Lasku na Kole.

Pozostałości po urządzeniach natryskowych obiektu półkolonijnego wybudowanego w 1939 r. Według niektórych podczas wojny stał się on częścią KL Warschau i odbywały się tu egzekucje, ale traktować to raczej trzeba jako coś w rodzaju miejskiej legendy niż historyczne fakty. Zwolennicy teorii wiedzą jednak swoje i postawili pamiątkowy kamień. (A także urządzają „historyczne” wycieczki, czego sama dzisiaj byłam świadkiem).

Przez środek lasku co jakiś czas pędzą pociągi.
…pędzą pociągi.

Maszyniści z pewnością nie lubią tego miejsca, bo po torach cały czas kręcą się jacyś spacerowicze (m.in. autorka tego bloga) :-).

Oprócz torów kolejowych są tu też nieużywane tory starej bocznicy tramwajowej (cieszą się dużo mniejszą popularnością).

Spacerowiczów, biegaczy i rowerzystów w lasku w ogóle było sporo – z dziećmi, psami, a nawet z wielkim, futrzastym persem na smyczy, który na mój widok zjeżył się i zaczął prychać (nie wiem dlaczego, bo ja przecież lubię koty, choć może rzeczywiście niekoniecznie persy).

Stary Ulrychów

Najstarsza część Ulrychowa w dalekim zakątku Woli, między dawnymi Zakładami PZL „Wola” a linią kolejową, po drugiej stronie której znajdują się bemowskie Stare Jelonki. Można tu spotkać przedwojenne ceglane, a nawet drewniane domki, każdy z obowiązkową Maryjką na fasadzie. Cicho, spokojnie, małomiasteczkowo, wąskimi uliczkami krążą dwa autobusy, których pasażerowie z pewnością się wszyscy znają, przynajmniej z widzenia.

Ta kapliczka ma nawet własny adres :). Maryjki zdaje się jednak nie ma w domu.

Ulrychów

Okolice niedawno otwartej stacji metra Ulrychów. Stacja mało ciekawa, okolice również. Powojenne osiedla, działki, zakład budowlany. Na działkach pozostałości carskich umocnień, ale miejsce jest słabo widoczne, trudno dostępne i raczej niebezpieczne, zwłaszcza wieczorem – nie zapuszczałam się. Najciekawszymi obiektami w okolicy są murale i pojedyncze przedwojenne budynki, częściowo w ruinie. Ale pierwszy warszawski spacer od ponad miesiąca zaliczony.

„Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”.

Kamieniczka przy ul. Jana Olbrachta.

Pożar w burdelu

Poznałem w życiu wielu wojskowych. Znałem marszałków, generałów, wojewodów i hetmanów, triumfatorów licznych kampanii i bitew. Przysłuchiwałem się ich opowieściom i wspomnieniom. Widywałem ich schylonych nad mapami, rysujących na nich różnokolorowe kreski, robiących plany, obmyślających strategie. W tej papierowej wojnie wszystko grało, wszystko funkcjonowało, wszystko było jasne i wszystko we wzorowym porządku. Tak być musi, wyjaśniali wojskowi. Armia to przede wszystkim porządek i ład. Wojsko nie może istnieć bez porządku i ładu.

Tym dziwniejsze jest, że prawdziwa wojna – a kilka prawdziwych wojen widziałem – pod względem porządku i ładu do złudzenia przypomina ogarnięty pożarem burdel.

Jaskier, Pół wieku poezji

***

– Moją ogromną przywarą – wyjaśnił – jest niepohamowana dobroć. Ja po prostu muszę czynić dobro. Jestem jednak rozsądnym krasnoludem i wiem, że wszystkim wyświadczyć dobra nie zdołam. Gdybym próbował być dobry dla wszystkich, dla całego świata i wszystkich zamieszkujących go istot, byłaby to kropelka pitnej wody w słonym morzu, innymi słowy: stracony wysiłek. Postanowiłem zatem czynić dobro konkretne, takie, które nie idzie na marne. Jestem dobry dla siebie i dla mego bezpośredniego otoczenia.

Andrzej Sapkowski, „Chrzest ognia”, Supernowa, Warszawa 2005

Wrzesień

Wrzesień. Urlop, Garden Office, ciągnące się tygodniami przeziębienie, Pogrzeb Królowej, pierwszy dzień jesieni, nowy komputer… Pogoda w większości pod psem, dni coraz krótsze, spacerów jak na lekarstwo. Siedzenie w domu, wymuszone chorobą, rozleniwia, coraz ciężej zebrać cztery litery i gdzieś się ruszyć. Zwłaszcza że najbliższe okolice „obejdzięte” i trzeba się ruszyć dalej. Październik, przynajmniej na początku, nie zapowiada się jednak lepiej, bo zaczyna się jesienny zapiernicz w pracy. Dobrze, że jest Przyjaciel i jego wioska.