Bobrza robota

Look for tracks and signs of animals.

Wsiedliśmy na rowery, zapuściliśmy się w niespenetrowane jeszcze przez nas rejony i niespodziewanie zostaliśmy tropicielami zwierząt. Niestety tylko co do niektórych śladów jesteśmy pewni ich pochodzenia.

Ale za to JAKIE to ślady…

Widywałam już ślady działalności bobrów, ale nigdy tak ambitnej.

Tego drzewa nie udało im się powalić.
Ale to już tak. Przyjaciel w charakterze punktu odniesienia.
Zejście do wodopoju.
Tropy dzików (i chyba bażanta).
Jajo. Ja obstawiam, że bażancie.
Jeszcze jeden ślad.
I jeszcze.
A to największa zagadka. Jaki zwierz mógł tak okorować to drzewo?

Ksawerów

Zaniosło mnie dzisiaj, po wczorajszym niespodziewanym telefonie, do Telewizji Polskiej. Nie dzwonił wprawdzie Jacek Kurski, i nie do samej Telewizji byłam zaproszona, tylko na jej parking, ale była okazja odwiedzić stare śmieci, bo mieszkałam przez osiem lat na pobliskim Wierzbnie i okolicę znam dość dobrze. Spacer nie bardzo się jednak udał, bo pogoda była kwietniowa, czyli zaczynałam go w słońcu, a kończyłam w śnieżycy.

Budynek główny TVP na Woronicza.

Studentów dziennikarstwa i architektury powinno się tu przyprowadzać, żeby pokazać, jak nie wolno uprawiać tych dwóch zawodów. Przed budynkiem, podobnie jak przed budynkami rządowymi – barierki (ustawione na stałe). Poprzedniej ekipie daleko było do obiektywizmu, ale nie przypominam sobie, żeby musiała się w ten sposób zabezpieczać przed widzami.

ul. Domaniewska.

Przedsionek służewieckiego Mordoru. Pomyśleć, że wszystkie te błyszczące biurowce stoją teraz puste, podobnie jak kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu tutejsze zakłady przemysłowe…

Studio Koncertowe Polskiego Radia im. W. Lutosławskiego.
Ktoś pracuje, by słuchać mógł ktoś.

Front budynku zaprojektowanego przez prof. Bieńkuńskiego przypomina głośnik starego radia. Budynek mieści w sobie jedną z najlepszych akustycznie sal koncertowych w Polsce (2 sekundy naturalnego pogłosu) oraz najlepsze studio nagraniowe w tej części Europy (wg strony studianagran.com). Specjalizuje się w muzyce poważnej, ale grali tu też jazzmani i wykonawcy muzyki pop.

Hey Bud

Find a bud on a tree… feel the texture.

Ten pąk znalazłam na drzewku owocowym w ogrodzie mojego brata. Chyba grusza. W dotyku gładki, twardawy, chłodny i lekko wilgotny. Na jesieni będzie z niego smaczna Klapsa (albo Konferencja).

Tegoroczne święta przemknęły mi niczym wielkanocny zając w polu – gdzieś w oddali mignął mi tylko jego białawy omyk. Nawet jajek nie pomalowałam, bo zapomniałam w porę kupić farbek. Pogoda dopisała średnio, na wielkanocny rodzinny spacer wyszliśmy tylko do ogrodu, poznałam nowego (być może) członka rodziny, rzeźbiarkę, a Lany Poniedziałek właściwie… przespałam. I ot, po świętach.

(Ale i tak były lepsze niż ubiegłoroczne, spędzone w domu sam na sam ze sobą).

Belweder

Ostatnia wycieczka na Trakt Królewski (jego śródmiejską część). Ciągnie się on jeszcze wprawdzie długo, przez cały Mokotów i pół Wilanowa, aż do wilanowskiego pałacu, ale tamtą część zostawię na kiedy indziej. Dzisiaj część królewsko-prezydencko-premierowska ul. Belwederskiej. Rezydowali tu królowie, książęta, prezydenci, marszałkowie, sekretarze, premierzy i kto tam jeszcze. Na małym osiedlu z lat 30., tuż obok, mieszkali zwykli zjadacze chleba, ale też należący do elity. Dzisiaj, żeby zostać sąsiadem premiera, z widokiem z okna na Łazienki, trzeba zapłacić ok. 1,7 mln zł za 5-pokojowe, 100-metrowe mieszkanie (wg portalu gratka.pl). Rzeczywiście gratka. (Ile to misek ryżu?)

Zaczęłam od końca, czyli od hotelu „Hera”, którego goście patrzą z okien już na Mokotów. (Tzn. patrzyliby, bo chyba teraz jest zamknięty).

Krągłości tu więcej – tutaj galerowiec na Lądowej.

Mieszkania są bardzo drogie, ale i bardzo luksusowe. Chociaż balkoniki niewiele większe od mojego (ale i ładniejsze).

Willa Narutowicza.

Ukryta wśród drzew i kamienic, wybudowana w latach 20. w stylu dworkowym.

Spacer po Spacerowej

Kończę powoli moje wędrówki po okolicach Traktu Królewskiego – a przynajmniej po jego zabytkowej, śródmiejskiej części. Za ulicą Bagatela Trakt przechodzi z Al. Ujazdowskich w ul. Belwederską, a skarpa warszawska przenosi się z jego wschodniej strony na zachodnią, co widoczne jest w nagłym spadku tej ulicy, a także sąsiadującej z nią ul. Spacerowej (chociaż tam spadek jest nieco łagodniejszy). Dużą część zachodniej strony ul. Belwederskiej zajmują ogromne tereny Ambasady Rosyjskiej (ale i kraj też niemały).

Kamienica na ul. Flory…
…z numerem 6584 nad bramą…
Przedwojenna, funkcjonalistyczna willa projektu Bohdana Pniewskiego przy ul. Klonowej, tzw. willa Bieruta.
Pl. Unii Lubelskiej.
Spacerową w dół…
…i Belwederską w górę.
Flora na murze przy ul. Flory.

Chwasty

Chwasty, jak się okazuje, też mają swoje święto – przypada ono 28 marca. I słusznie, należy im się. Jako osoba nieposiadająca ogródka ni działki, lubię je :). Podczas wczorajszej pierwszej wiosennej przejażdżki rowerem na sąsiadujące z włościami przyjaciela nieużytki były jedynymi kwitnącymi o tej porze roślinami. Kwiatki niewiele większe od główki szpilki, ale zawsze. Ja fotografowałam, a przyjaciel zrywał i pakował do wora – w celach bardziej użytkowych. A mój wszystkowiedzący smartfon podpowiadał, kto zacz.

Gwiazdnica pospolita.

Kosmopolita, występuje od wysp wokół Antarktydy po norweski Svalbard w Arktyce. Ma właściwości lecznicze.

Przetacznik bluszczykowy.

Ładny, ale w internecie piszą głównie o tym, jak go zwalczać.

Jasnota purpurowa.

Miododajna.

Czas na kąpiel

Make a bird bath (an upside-down bin lid will do).

Zrobiło się cieplej, więc poidełko zaczęło służyć także za wanienkę.

Wanienka nie z pokrywki, ale ze znicza (też się nadaje). Miałam lepszą, ale pękła podczas mrozów i przecieka. Ta jest trochę za mała i wróble (oraz sikory – modraszki i bogatki) strasznie chlapią. Ale obserwowanie ich przy tym daje dużo frajdy, zwłaszcza gdy chętnych do kąpieli jest więcej i zaczynają się utarczki i wzajemne podsiadanie.

Najpierw sprawdzamy, czy woda jest odpowiednia… czysta, ale deszczówka czy kranówka?…
…gdy uznamy, że się nadaje, ostrożnie wchodzimy do wanny…
…i zaczynamy energiczne ablucje…
Po kąpieli wyglądamy trochę nieporządnie, ale to nic – wysuszy się, wygładzi i będzie można iść na podryw.
Coś niesmaczna ta woda – pewnie modrak się w niej już wykąpał!… Albo jeszcze gorzej – te brudasy wróble…

Wszystkie trzy ptaszki odwiedziły moją ptasią łaźnię na wolnym powietrzu 25 marca.

Dzwoniec

Play like an eight year-old! Why not build a den or get together with friends and play the games you used to play outside?

Count the birds in your garden. Maybe you could keep a „window list” of what you’ve seen?

Dzwoniec zwyczajny.

Kolorowanki to nie jest może typowa zabawa „outside” (chociaż bawiłam się w nią także na dworze – na tarasie domu mojego brata lub w ogrodzie pod jabłonką), ale z pewnością jest to zajęcie, które uwielbiałam jako ośmiolatka. Niedawno ktoś wpadł na pomysł, że również dorośli mogą się przy tym zrelaksować i odprężyć i pojawiło się na rynku mnóstwo kolorowanek dla dużych dzieci. Mam ich sporo, a jedną z moich ulubionych jest ta z rycinami ptaków z XIX w. Czyli zabawa jakoś tam związana z naturą:). W ten sposób uniknęłam kopania nory:).

Dodatkowo, przedstawiony tu ptaszek pojawił się u mnie na balkonie w lutym, więc kwalifikuje się do mojej „window list”. Zdjęcia nie zdążyłam zrobić (zwiał, gdy tylko zbliżyłam się do okna balkonowego), ale rysunek też może być w charakterze dokumentacji. Po wpisaniu w google’a frazy „mały zielony ptaszek” zidentyfikowałam go jako dzwońca.