Uff…!

Gdy na termometrze za oknem 52 stopnie…

Sklecony naprędce domowy klimatyzator.

Mama ewakuowana na wieś, ja ewakuowałam się do mamy (ma pokój od północy, mój dawny, 6-metrowy, który nagrzewa się trochę mniej niż pozostałe). Na You Tubie wyskoczył mi filmik o tym, jak zrobić domową klimę więc zajrzałam do lodówki mamy, zamrażalnik był pełen żarcia, ale żadnych kostek lodu, bo mama raczej nie pija napojów z lodem. Ale był wkład do lodówki turystycznej i żelowe kompresy chłodzące na bolące kolana :-). Działa!

A jak mi się wkład i kompresy roztopią, to są jeszcze kurze udka…

Kijanki

W parku przy Cytadeli.

Zabrałam kuzynostwo na spacer po Żoliborzu.

Trochę się tu pozmieniało, m.in. przybył ten mural. Żona kuzyna nigdy o Hłasce nie słyszała, ale ja za młodu przeczytałam „dzieła wszystkie” (bo były u brata w biblioteczce).

Targ Śniadaniowy niezmiennie popularny, lodziarze zmienili tylko samochód.

Koszykówka koszykówką, ale nie obyło się bez kibicowania Mai. Mecz finałowy na Rolland Garos wygrał z Paradą Syrenek.

Pawie w Łazienkach wydzierają się tak, że o świcie słyszę je nawet ze swoich okien.

Kiedyś to było

Trochę mnie nie było, ale to nie znaczy, że nic się nie działo.

Najpierw zadzwonili kuzyni z Zielonej Góry, że przyjeżdżają na finały koszykówki Legii z Zastalem.

Niestety nie mogłam wziąć urlopu, bo w czerwcu okres w robocie gorący, musiałam pracować (na szczęście w większości zdalnie).

Ale ogarnąć mieszkanie trzeba było, pościel uprać itd.

Zakupy jakieś zrobić…

Oni też z pustymi rękami nie przyjechali.

Poza koszykówką trzeba im było jakoś czas zorganizować, więc poszliśmy do kina.

I na koniec napić się czegoś na mieście.

Muzeum Życia w PRL-u, Warszawa, 5 czerwca.

Większość przedmiotów z tego muzeum kojarzę z dzieciństwa, więc sama poczułam się trochę jak obiekt muzealny. A do PRL-u mam stosunek sentymentalno-krytyczno-nostalgiczny. Nie wszystko w nim było złe, a całkiem sporo rzeczy było lepszych, niż teraz.

Las Kabacki

Rezerwat utworzony w 1980 r., będący częścią Lasów Chojnowskich, należący w przeszłości do rodu Sobieskich a następnie Branickich. Na dzisiejszy spacer do największego lasu w granicach Warszawy wybrałam się w okolice Parku Kultury w Powsinie.

Leśniczówka z 1890 r.

Las różni się od Kampinosu, ponieważ jest to grąd – wielogatunkowy las liściasty z przewagą dębów, lip, grabów i klonów.

Polana.
Aleja brzozowa.

Dąb „Hetman” – wiek ok. 280 lat, obwód pnia 520 cm.

Kampinos – Opaleń

Z okazji Europejskiego Dnia Parków Narodowych wybrałam się do najbliższego parku narodowego, do którego z Warszawy można dojechać zwykłym autobusem miejskim (nawet nie podmiejskim), i to w całkiem ciekawe miejsce, czyli ścieżkę wokół Opalenia. Już kiedyś to tutaj pisałam, ale powtórzę – Warszawa jest jedyną stolicą europejską, która bezpośrednio graniczy z parkiem narodowym. KPN nie jest może jakimś szczególnie spektakularnym parkiem, ale swoje uroki ma, a ścieżka wokół Opalenia jest poprowadzona w taki sposób, że na trasie ok. 4 km można obejrzeć prawie wszystkie rodzaje tutejszych ekosystemów. Z okazji słonecznej niedzieli (i może też tego Dnia) było sporo ludzi, ale większość na szczęście zdecydowała się spędzić czas na Polanie przy kiełbasach. Reszta poszła jednak w las i – co mnie niezmiernie zdziwiło (a może i nie zdziwiło) – w podsłuchanych rozmowach przewijał się przede wszystkim temat pracy lub szkoły (ewentualnie OFE). Tylko jedna starsza pani z jakimś młodym chłopakiem rozmawiali o tutejszej przyrodzie.

Idziemy w las.
Konwalijka dwulistna.
Jeziorko Opaleń (okresowe) – teraz okresowo go nie ma, została wyspa.
Kosaciec żółty.
Siódmaczek-szóstaczek (ma 7 płatków, ale czasami 6).
Motylowa łąka.

Niestety na razie żadnych motyli.

Mazowieckie piachy.
Żarnowiec.

Balaton

Zaległy spacer majówkowy.

Balaton na Gocławiu.

Muszę tu przyjść wieczorem.

Z dala od muzyki, dmuchańców i cukrowej waty. I tylko ten billboard w oddali…

*

Dzień Flagi rozpoczął mi się od spalenia biało-czerwonej. Nie, nie sprofanowałam narodowego symbolu. Po prostu rano najpierw poczułam swąd, potem za oknem zobaczyłam dym, potem przyjechała straż i podlała mi kwiatki na balkonie, a potem zobaczyłam, jak z balkonu sąsiadów, którzy prawdopodobnie wyjechali na majowy weekend sfruwa płonący biało-czerwony skrawek materiału. Pewnie znowu niedopałek od lokatorów z góry. Palcie sobie, ale do cholery, są popielniczki.

Jary

Najstarsza część ursynowskiego osiedla z końca lat 70. i początku 80. Pamiętam czasy, gdy wyglądało ono jak w serialu „Alternatywy 4”. I bywałam tu często. I dzisiaj wybrałam się na kolejny spacer sentymentalny, bo już nie ma tej, do której tu przyjeżdżałam.

Od tamtych czasów bardzo się tu zazieleniło.
Idę za ursynowskim kotem.

Jeden z takich kotów mieszkał ze mną kilkanaście lat. S. mi go przyniosła pewnego dnia.

Mural z Krzysztofem Krawczykiem na jednej z nielicznych (a konkretnie dwóch) przedwojennych kamienic w tej okolicy.
Tutaj druga, zwana przez miejscowych „Czerwoniakiem”.
Park Jana Pawła II (kiedyś łąka).
Kościół Wniebowstąpienia Pańskiego.
Dla jednych paw, dla drugich „jajko z dziurką”.

Czyli jedna z ursynowskich rzeźb. W labiryncie ursynowskich uliczek wskazywał mi, czy dobrze idę – najpierw do autobusu, potem do metra Ursynów.

Czerwiec 2009, widok na okolicę z 7. piętra.