Czyli w Pałacu Rzeczypospolitej, lub jak kto woli Pałacu Krasińskich, obok Ogrodu, również Krasińskich. W Ogrodzie też już byłam, ale dzisiaj zajrzałam do środka pałacu, w którym mieszczą się najcenniejsze zbiory Biblioteki Narodowej.









Pomimo spalenia biblioteki, zgromadzone eksponaty są naprawdę imponujące. Są rękopisy, maszynopisy i druki dzieł Mickiewicza, Prusa, Sienkiewicza, Norwida, Kochanowskiego, Gombrowicza, Curie-Skłodowskiej i wielu innych. A także włosy Kościuszki… (blee…).

Wiele razy byłam w tym parku, a dopiero teraz odkryłam ten jego zakątek. W tle gmach Sądu Najwyższego.
***
Rano nie dało się przeczytać choćby strony. Jechała do pracy metrem w takim ścisku, że poczuła się słabo. Tłum niósł ją do wyjścia wprost na rozświetlony wiosenny deszcz. Biegła przez błyszczące główne skrzyżowanie miasta do biura i myślała już tylko o tym, co musi dzisiaj zrobić. Od biegu po mokrej, śliskiej ulicy poluzował jej się obcas i teraz musiała uważnie stawiać kroki, żeby nie odpadł na dobre. A potem – szelest papierów, nieskuteczne przykręcanie kaloryferów, ból głowy, która wysycha w szorstkim powietrzu jak kolba kukurydzy. Prezentacja nowego programu kredytów. Odklejanie od spoconego ciała białej wiskozowej bluzki. Przypomniał jej się chłodny błękit jedwabi Ulriki i zatęskniła do Flandrii. Nie, nie poczyta dzisiaj spokojnie, bo wychodzą z mężem na kolację do nowego domu znajomych. W przerwie na lunch, gdy wszyscy zeszli do baru albo milcząco po kątach jedli swoje kanapki, C. wyciągnęła z torebki książkę, zamknęła się w damskiej toalecie i zaczęła czytać.
Olga Tokarczuk, „Otwórz oczy, już nie żyjesz” z tomu opowiadań „Gra na wielu bębenkach” (książki, od której ja nie mogłam się oderwać przez ostatnie tygodnie).














































