Kampinos – Opaleń

Z okazji Europejskiego Dnia Parków Narodowych wybrałam się do najbliższego parku narodowego, do którego z Warszawy można dojechać zwykłym autobusem miejskim (nawet nie podmiejskim), i to w całkiem ciekawe miejsce, czyli ścieżkę wokół Opalenia. Już kiedyś to tutaj pisałam, ale powtórzę – Warszawa jest jedyną stolicą europejską, która bezpośrednio graniczy z parkiem narodowym. KPN nie jest może jakimś szczególnie spektakularnym parkiem, ale swoje uroki ma, a ścieżka wokół Opalenia jest poprowadzona w taki sposób, że na trasie ok. 4 km można obejrzeć prawie wszystkie rodzaje tutejszych ekosystemów. Z okazji słonecznej niedzieli (i może też tego Dnia) było sporo ludzi, ale większość na szczęście zdecydowała się spędzić czas na Polanie przy kiełbasach. Reszta poszła jednak w las i – co mnie niezmiernie zdziwiło (a może i nie zdziwiło) – w podsłuchanych rozmowach przewijał się przede wszystkim temat pracy lub szkoły (ewentualnie OFE). Tylko jedna starsza pani z jakimś młodym chłopakiem rozmawiali o tutejszej przyrodzie.

Idziemy w las.
Konwalijka dwulistna.
Jeziorko Opaleń (okresowe) – teraz okresowo go nie ma, została wyspa.
Kosaciec żółty.
Siódmaczek-szóstaczek (ma 7 płatków, ale czasami 6).
Motylowa łąka.

Niestety na razie żadnych motyli.

Mazowieckie piachy.
Żarnowiec.

Balaton

Zaległy spacer majówkowy.

Balaton na Gocławiu.

Muszę tu przyjść wieczorem.

Z dala od muzyki, dmuchańców i cukrowej waty. I tylko ten billboard w oddali…

*

Dzień Flagi rozpoczął mi się od spalenia biało-czerwonej. Nie, nie sprofanowałam narodowego symbolu. Po prostu rano najpierw poczułam swąd, potem za oknem zobaczyłam dym, potem przyjechała straż i podlała mi kwiatki na balkonie, a potem zobaczyłam, jak z balkonu sąsiadów, którzy prawdopodobnie wyjechali na majowy weekend sfruwa płonący biało-czerwony skrawek materiału. Pewnie znowu niedopałek od lokatorów z góry. Palcie sobie, ale do cholery, są popielniczki.

Jary

Najstarsza część ursynowskiego osiedla z końca lat 70. i początku 80. Pamiętam czasy, gdy wyglądało ono jak w serialu „Alternatywy 4”. I bywałam tu często. I dzisiaj wybrałam się na kolejny spacer sentymentalny, bo już nie ma tej, do której tu przyjeżdżałam.

Od tamtych czasów bardzo się tu zazieleniło.
Idę za ursynowskim kotem.

Jeden z takich kotów mieszkał ze mną kilkanaście lat. S. mi go przyniosła pewnego dnia.

Mural z Krzysztofem Krawczykiem na jednej z nielicznych (a konkretnie dwóch) przedwojennych kamienic w tej okolicy.
Tutaj druga, zwana przez miejscowych „Czerwoniakiem”.
Park Jana Pawła II (kiedyś łąka).
Kościół Wniebowstąpienia Pańskiego.
Dla jednych paw, dla drugich „jajko z dziurką”.

Czyli jedna z ursynowskich rzeźb. W labiryncie ursynowskich uliczek wskazywał mi, czy dobrze idę – najpierw do autobusu, potem do metra Ursynów.

Czerwiec 2009, widok na okolicę z 7. piętra.

Wiosna!

Na Rakowcu.
Zabytkowy dworek Jankowskiego z lat 20.

Jedyny zabytek tutaj, schowany w chaszczach między działkami; w 2025 r. spłonął w nim dach.

Bloki osiedla Rakowiec.

Biegałam tędy na skróty do pracy, a także załatwiałam pewne sprawunki u jednego takiego znajomego, nie mogę powiedzieć jakie. Osiedle Rakowiec przypomina spółdzielcze bloki na Żoliborzu i nie przypadkiem, bo było częścią przedwojennej jeszcze Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z siedzibą tamże, która budowała tanie, ale nowoczesne jak na owe czasy mieszkania dla robotników. Tu na zdjęciu jego najnowsza część, z lat 60.