Wiosna!

Na Rakowcu.
Zabytkowy dworek Jankowskiego z lat 20.

Jedyny zabytek tutaj, schowany w chaszczach między działkami; w 2025 r. spłonął w nim dach.

Bloki osiedla Rakowiec.

Biegałam tędy na skróty do pracy, a także załatwiałam pewne sprawunki u jednego takiego znajomego, nie mogę powiedzieć jakie. Osiedle Rakowiec przypomina spółdzielcze bloki na Żoliborzu i nie przypadkiem, bo było częścią przedwojennej jeszcze Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z siedzibą tamże, która budowała tanie, ale nowoczesne jak na owe czasy mieszkania dla robotników. Tu na zdjęciu jego najnowsza część, z lat 60.

Hala

Mirowska, Marymoncka, Kopińska… Lubię hale, ich oldskulowy urok. Najładniejsza jest Mirowska, moją ulubioną Marymoncka, w której przez siedem lat robiłam zakupy. Wolałam ją od zatłoczonego Auchan, w jej części przemysłowej wyposażyłam kawał mojego żoliborskiego mieszkania – jakieś chodniczki, sitka, deska do prasowania, garnek, wentylator. Były tam też rzeczy, których nigdzie indziej nie było, np. szampon, „Rodzinny” bodaj się nazywał, w starej, przaśnej, pamiętającej designem jeszcze czasy PRL-u plastikowej butelce (takiej samej, w jakiej sprzedawano też płyny do mycia naczyń). W części kosmetycznej była lada i trzeba było czekać na panią ekspedientkę, aż przyjdzie i poda ci krem czy szminkę marki Celia. I tak sobie można było czekać… Klientkami były głównie starsze panie. Pod pewnym względem Hala była jednak bardzo progresywna, bo nieczynna w niedziele (a w soboty czynna bodaj do 14-ej) na długo zanim wprowadzono zakaz weekendowego handlu. Tęsknię za Halą.

Hala Kopińska powstała w latach 50. i była wtedy szczytem nowoczesności, figurowała nawet jako atrakcja turystyczna w przewodniku po Warszawie, obok m.in. Pałacu Kultury. Znajduje się na liście dóbr kultury współczesnej Warszawy z lat 1945-1989 Stowarzyszenia Architektów Polskich, a także w ewidencji zabytków. Obdrapana i obklejona reklamami nie wygląda jednak dzisiaj najlepiej i trudno jej zrobić ładne zdjęcie. W środku ma ciekawe sklepienie żebrowo-wachlarzowe, ale dzisiaj była niedziela (niehandlowa), więc nie było możliwości zobaczyć.

Wieża obok Hali.

Kaliska

Pierwszy wiosenny spacer zimowy. Po dwóch miesiącach skucia lodem ludzie wylegli na ulice spragnieni słońca i ciepła, niektórzy w podkoszulkach.

Wyległam i ja i przeszłam się ładnym fragmentem Starej Ochoty, z przedwojennymi modernistycznymi kamienicami i Redutą Kaliską.

ul. Grójecka.

Skwer Reduty Kaliskiej.

Podczas Powstania Warszawskiego oddział powstańców pod dowództwem por. Andrzeja Chyczewskiego „Gustawa” bronił w tym rejonie, tj. ulic Grójeckiej, Kopińskiej, Białobrzeskiej i Słupeckiej ważnej strategicznie największej z nich (Grójeckiej).

Odwilż

Niewiele zjawisk zachwyciło mnie bardziej aniżeli kształty wyryte podczas odwilży w piasku i glinie przez roztopy spływające po zboczach wysokiego nasypu kolejowego, który minąłem w drodze do miasteczka. […] Skoro wiosną czy też w zimowy dzień puszcza mróz, piach zaczyna spływać zboczem niby lawa, tryskając czasami przez śnieg i zalewając miejsca, w których przedtem go nie było. Niezliczone małe strumyki łączą się i przeplatają, tworząc coś w rodzaju produktu mieszanego, w połowie rządzącego się prawami strumieni, w połowie zaś roślinności. Płynąc, piach przyjmuje kształty soczystych liści albo winorośli, nanosi grube na stopę albo i więcej sterty roztartych na miazgę gałązek. Z góry przypomina strzępiaste, wygięte w łuk i łuskowate plechy jakichś porostów; albo przywodzi na myśl korale, łapy leoparda czy ptasie pazury, mózg, płuca, wnętrzności i wszelkiego rodzaju ekskrementy. […] Skoro ta płynąca niby-lawa dociera do drenu u podnóża zbocza, rozwidla się na kilkanaście bardziej ospałych niteczek, to jest osobnych strumyków, które tracą swój półcylindryczny kształt i płyną stopniowo coraz szerzej i ospalej, coraz bardziej zaś wzbogacając się w wodę, toczą razem swe nurty, aż naniosą niemal gładką warstwę piachu o wciąż pięknych, różnorodnych odcieniach, lecz z dostrzegalnymi śladami oryginalnych form roślinności; wreszcie w rowie zamieniają się w piaszczyste łachy, podobne do owych tworzących się u ujścia rzek.

Henry David Thoreau, „Walden, czyli życie w lesie”, przeł. Halina Cieplińska (przeczytane w „Przekroju” nr 2(3557)/17

Miejsce dzisiejszego spaceru (niełatwego): Fort Rakowiec, czyli Szcza-M Twierdzy Warszawa z lat 90. XIX wieku na Rakowcu. W Wikipedii piszą, że to jedyny obiekt forteczny Warszawy włączony w tkankę urbanistyczną miasta – bez szkody dla jego wartości zabytkowej, a z korzyścią dla mieszkańców. Pozwolę sobie się nie zgodzić, podobny obiekt istnieje (i służy mieszkańcom) na Sadach Żoliborskich, moich ukochanych i nieodżałowanych Sadach (tęsknota za nimi w miarę upływu lat nie mija, a narasta…).

Zawsze mówiłam, że jeśli już, to lubię zimy mroźne i śnieżne, ale ta tegoroczna nawet mnie dała się we znaki, dlatego dzisiejszą pluchę przyjęłam z ulgą, a Thoreau udowodnił, że i ona może być piękna i fascynująca.