Tam, gdzie rosną poziomki

Czyli garść impresji z czerwcowej soboty.

Ryjówka.

***

Ryjówka, czyli appendix.

Nie spodziewałam się, że akurat fotka zdechłej myszy wzbudzi największe zainteresowanie w moim wpisie, zatem parę słów o tym ciekawym zwierzątku. Po pierwsze – na zdjęciu widnieje nieboszczyk, gdyż sfotografowanie żywej ryjówki w jej naturalnym środowisku nie tyle graniczy, co jest cudem. Ryjówka jest bardzo ruchliwa i ma niezwykle szybką przemianę materii, bez jedzenia ginie w ciągu 10 godzin. Na szczęście łąka w okolicy domostwa Przyjaciela obfituje w ich małe truchełka. Prawdopodobnie zabijają je psy (a potem porzucają, ze względu na niesmaczną i śmierdzącą wydzielinę z ich gruczołów u nasady ogona). Po drugie – nie są myszami, myszowatymi ani nawet gryzoniami – należą do rodziny ryjówkowatych z rzędu ryjówkokształtnych. Po trzecie – jak słusznie zauważyli Tropiciele Niepodległej – są jadowite, choć krzywdę mogą wyrządzić co najwyżej żabie. Czyli są czymś w rodzaju naszego rodzimego dziobaka. Po czwarte – są jednymi z najmniejszych ssaków na świecie. Ta na zdjęciu to prawdopodobnie ryjówka malutka, najmniejszy ssak Polski. Jej kuzyn z południa, ryjówka etruska, jest natomiast najmniejszym znanym żyjącym ssakiem na Ziemi. Po piąte wreszcie – niektóre gatunki, podobnie jak nietoperze, posługują się echolokacją, emitując ultradźwięki. Wow! Zadziwiająco dużo ciekawych faktów jak na stworzenie długości ok. 5 cm (bez ogona).

Spokojna Kolska

Większość warszawskiej dzielnicy Powązki zajmują cmentarze – dwa wielkie (Powązkowski i Żydowski) oraz kilka mniejszych (Ewangelicko-Augsburski, Muzułmański Cmentarz Kaukaski i Muzułmański Cmentarz Tatarski), jednak mieszkają, uczą się i pracują tu także żywi. Dość interesującym zakątkiem dzielnicy jest obszar położony między ulicami Spokojną i Kolską, wciśnięty między dwa największe cmentarze. Zachowało się tu kilka starych budynków, pozostałości robotniczej Woli.

Kamienica Spokojna z 1903 r.

Wybudowana na zlecenie Wacława Matuszkiewicza – właściciela Fabryki Maszyn Narzędziowych i Kas Ogniotrwałych i Stanisława Czajkowskiego – właściciela garbarni.

Budynek Miejskich Zakładów Sanitarnych z 1906 r., obecnie siedziba Wydziału Sztuki Mediów warszawskiej ASP.

Obok szkoły wyższej mieści się Zespół Szkół Fototechnicznych, którego początki sięgają 1929 roku.

Tablica pamiątkowa na fasadzie szkoły.
A tu fototechniczna Syrenka.

Druga z odwiedzonych dziś przeze mnie ulic, Kolska, słynna jest głównie z działającej tu warszawskiej Izby Wytrzeźwień. Nazwę Izby zmieniono niedawno na Stołeczny Ośrodek dla Osób Nietrzeźwych, jednak profil działalności tego specyficznego hotelu pozostał niezmieniony.

Ośrodek sąsiaduje z inną, nie mniej ważną instytucją, czyli NASK-iem (skrót od: Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa – Państwowy Instytut Badawczy). NASK pełni funkcję rejestru domen internetowych (DNS).pl, domen ENUM oraz oferuje usługi informatyczne (IP transit, dostęp do Internetu, sieci VPN oraz usługi WiMAX). Wśród klientów NASK, jako rzecze Wikipedia, znajdują się instytucje akademickie i naukowe, urzędy administracji państwowej oraz sektor biznesowy. W ramach NASK działa też CERT Polska, czyli zespół reagowania na zagrożenia w sieci (Computer Emergency Response Team).

Wszystko to razem brzmi bardzo poważnie i budynek również budzi respekt.

Jednak Kolska pozostanie już chyba na zawsze Kolską od Izby Wytrzeźwień, upamiętniają ją w tym kontekście nawet piosenki, m.in. Staśka Wielanka („…na Kolskiej już izba mnie zna”).

Fort Blizne

Make a list of broch sites you’d like to visit and tick one off the list.

Fort Blizne leżący na dzisiejszym osiedlu Groty wznieśli Rosjanie w latach 1883-1886 i zachował się on w dobrym stanie, ale znajduje się w rękach prywatnego właściciela i nie można go zwiedzić, chyba że jest się amatorem paintballu. Jako że nie jestem, obeszłam go sobie tylko dookoła. Na szczęście zachowała się fosa.

Ul. Fortowa we wsi Blizne Łaszczyńskiego.

W pobliżu biegnie linia kolejowa prowadząca do huty, służąca głównie jako ścieżka spacerowa.

*

I jeszcze fotka z wieczornego wypadu do sklepu.

Ta para też wyszła sobie na wieczorny spacerek.

Uważajcie, rowerzyści lubią się w tym miejscu rozpędzać (jest trochę z górki).

Zdjęcie zrobione zostało o godz. 21:17. Uwielbiam czerwiec i te dłuuuuugie dni.

Groty

Ustronne bemowskie osiedle domków jednorodzinnych z lat 70. i 80, między ogródkami działkowymi i strzelnicą WAT-u, wsią Blizne Jasińskiego i Parkiem Leśnym Bemowo. Domki nieciekawe, ale samo osiedle bardzo przyjemne, spokojne i cudownie ciche. Las jest częścią Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu.

Więcej o Obszarze nie mogę napisać, bo tablica jest trochę nieczytelna…

…ale krajobrazy ładne. Idąc tą drogą można dojść do Rezerwatu Łosiowe Błota.

Od mojego ostatniego spaceru po lesie bemowskim w marcu minęło trochę czasu i bardzo się od tamtej pory zazieleniło. Ale łosia żadnego niestety nie spotkałam.

Kanał Lipkowski.
Staw we wsi Blizne Jasińskiego.

WAT

Czyli powrót na Bemowo po kilkutygodniowej przerwie spacerowej, spowodowanej po części niesprzyjającą pogodą (deszcze niespokojne rozpoczynające się akurat wtedy, gdy kończyłam robotę), po części wiosennym zasuwem w nowej pracy. Jak miałam czas, to padało, a jak nie padało, to miałam zasuw. Zasuw intensywny, bo chciałam się wykazać, ale dużo mniej stresujący, niż w pracy starej, bo tutaj wszystko zależało wyłącznie ode mnie. Odpadały nerwy z użeraniem się z niesolidnymi, wiecznie „niewyrabiającymi się” współpracownikami. Poza tym jeszcze tylko parę dni i będzie względny spokój do października.

Wracając do spaceru. Odwiedziłam dzisiaj kolejny akademicki kampus. Na Bemowie jest to olbrzymi kompleks Wojskowej Akademii Technicznej, utworzonej w latach 50-tych, niestety o urodzie raczej… militarnej. Króluje wojskowy dryl i prostota. Tu i ówdzie maszerują dziarskim krokiem chłopaki w mundurach (zdecydowanie nie mój typ).

Akademicka biblioteka.
Akademicki skwerek.

Gdy chłopaki zgłodnieją, mogą się pożywić w uroczej restauracyjce…

Tę trawę koniecznie trzeba przyciąć. Na jeża.

Przy wojskowych ogródkach działkowych wreszcie można trochę rozluźnić poślady.

Planespotting

Czyli Lotnisko Bemowo. To nie to samo co Bemowo-Lotnisko, po którym spacerowałam kilka tygodni temu. Tamto jest osiedlem mieszkaniowym (z lotniskowymi pozostałościami), a obszar MSI o nazwie Lotnisko Bemowo zajmuje… lotnisko. Oraz Las Bemowo. Największa atrakcja (i zarazem utrapienie) dzielnicy. Mam na myśli lotnisko, nie las oczywiście. Mieści się tu warszawski Aeroklub, Automobilklub, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe i kilka szkół pilotażu. Ich małe samolociki przelatują często nad moim blokiem i ich warkot bywa uciążliwy, ale lubię je.

Zaskoczyła mnie panująca tu cisza. Słychać było głównie śpiew ptaków.

Wzniesienie w oddali to Góra Śmieciowa na bielańskim Radiowie.

Niestety aparat w mojej komórce jest za słaby, żeby zrobić dobre zdjęcia z dużej odległości, ale przynajmniej zachód słońca dopisał. Choć nie tak, jak kilka dni temu, gdy nad lotniskiem jarzyła się wielka czerwona kula.

Osiedle Przyjaźń raz jeszcze

Byłam tu już we wrześniu, ale tylko w części robotniczej (wielkie chałupy rodem z kołchozu). Dzisiaj odwiedziłam część inżynierską. Inżynierowie mieszkali dużo ładniej. Drewniane domki z okiennicami stoją ciasno, ogródki są małe, ale zadbane, ogrodzone zazwyczaj niewysokimi płotkami, toną w zieleni i prawie nie ma w nich tui.

Mogłabym tu mieszkać.

Szpital Zakaźny na Woli

Liczący 140 lat szpital powstał na terenie tzw. Ogrodu Ohma, gdzie pierwotnie mieścił się ogród rozrywkowy „Prado”. Działał początkowo tylko w miesiącach zimowych, a w jego ogrodach płynął strumień, co zapewniało bieżącą wodę.

Podobnie jak pozostałe wolskie szpitale odegrał ważną rolę w czasie II wojny światowej i powstania warszawskiego, zwłaszcza podczas Rzezi Woli, masowego mordu na mieszkańcach dzielnicy dokonanego przez oddziały SS i policji niemieckiej. Dzięki odważnej postawie personelu uniknął losu pozostałych wolskich szpitali, w których okupanci dokonali masowych egzekucji. Wielu pracowników szpitala było zaangażowanych w działalność konspiracyjną, udzielano tu schronienia i pomocy powstańcom i mieszkańcom Woli, choć ze względu na specjalizację szpitala i brak oddziału chirurgicznego ciężej rannych odsyłano do Szpitala Wolskiego. Szpital uniknął rzezi, co jednak nie znaczy, że nie zginęli w nim ludzie. Zastrzelono m.in. kierownika szpitalnej apteki, a w „czarną sobotę” 5 sierpnia 1944 r. kolejnych kilkanaście osób – pracowników, pacjentów i ukrywających się w szpitalu mieszkańców. Po zajęciu szpitala przez Niemców (urządzili tu punkt opatrunkowy) na dziedzińcu szpitala powieszono dwóch młodych powstańców. Szpital zakończył działalność pod koniec października 1944 r., pacjentów i personel szpitala ewakuowano, a w opuszczonym budynku Niemcy urządzili magazyn amunicji i materiałów wybuchowych. Jego wybuch doprowadził do częściowego zawalenia gmachu. Gdy w 1950 r. powzięto decyzję o odbudowie pawilonu szkarlatyny, na jego terenie odnaleziono przypadkiem 12 ton trotylu. Władze wojskowe, mimo niebezpieczeństwa, nie zdecydowały się na ewakuację przepełnionego szpitala. Po dwóch tygodniach życie powróciło do normy, a o zagrożeniu wiedziała tylko część personelu. (Ciekawe, czy było to przed, czy po tym, jak trafiła tam jako dziecko moja mama, z powodu szkarlatyny właśnie…).

Takie to historie czytałam sobie dzisiaj – na Wikipedii i stronie szpitala, w zakładce „Historia”, opracowanej przez Agnieszkę Bluszcz – podczas oczekiwania na trzecią dawkę szczepionki przeciwko wściekliźnie. Będę miała z tego szpitala dobre wspomnienia – mili lekarze, pielęgniarki i panie z rejestracji („trzecia pogryziona dzisiaj – co was tak te zwierzaki kąsają?”). Ostatnio oni też przeszli próbę, nieporównywalną wprawdzie do tej z czasów wojny, ale pandemia koronawirusa na pewno dała im się solidnie we znaki.

Budynek dawnej szpitalnej kaplicy (obecnie laboratorium).