Najstarsza część ursynowskiego osiedla z końca lat 70. i początku 80. Pamiętam czasy, gdy wyglądało ono jak w serialu „Alternatywy 4”. I bywałam tu często. I dzisiaj wybrałam się na kolejny spacer sentymentalny, bo już nie ma tej, do której tu przyjeżdżałam.
Od tamtych czasów bardzo się tu zazieleniło.
Idę za ursynowskim kotem.
Jeden z takich kotów mieszkał ze mną kilkanaście lat. S. mi go przyniosła pewnego dnia.
Mural z Krzysztofem Krawczykiem na jednej z nielicznych (a konkretnie dwóch) przedwojennych kamienic w tej okolicy.
Tutaj druga, zwana przez miejscowych „Czerwoniakiem”.
Park Jana Pawła II (kiedyś łąka).
Kościół Wniebowstąpienia Pańskiego.
Dla jednych paw, dla drugich „jajko z dziurką”.
Czyli jedna z ursynowskich rzeźb. W labiryncie ursynowskich uliczek wskazywał mi, czy dobrze idę – najpierw do autobusu, potem do metra Ursynów.
Jedyny zabytek tutaj, schowany w chaszczach między działkami; w 2025 r. spłonął w nim dach.
Bloki osiedla Rakowiec.
Biegałam tędy na skróty do pracy, a także załatwiałam pewne sprawunki u jednego takiego znajomego, nie mogę powiedzieć jakie. Osiedle Rakowiec przypomina spółdzielcze bloki na Żoliborzu i nie przypadkiem, bo było częścią przedwojennej jeszcze Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej z siedzibą tamże, która budowała tanie, ale nowoczesne jak na owe czasy mieszkania dla robotników. Tu na zdjęciu jego najnowsza część, z lat 60.
Mirowska, Marymoncka, Kopińska… Lubię hale, ich oldskulowy urok. Najładniejsza jest Mirowska, moją ulubioną Marymoncka, w której przez siedem lat robiłam zakupy. Wolałam ją od zatłoczonego Auchan, w jej części przemysłowej wyposażyłam kawał mojego żoliborskiego mieszkania – jakieś chodniczki, sitka, deska do prasowania, garnek, wentylator. Były tam też rzeczy, których nigdzie indziej nie było, np. szampon, „Rodzinny” bodaj się nazywał, w starej, przaśnej, pamiętającej designem jeszcze czasy PRL-u plastikowej butelce (takiej samej, w jakiej sprzedawano też płyny do mycia naczyń). W części kosmetycznej była lada i trzeba było czekać na panią ekspedientkę, aż przyjdzie i poda ci krem czy szminkę marki Celia. I tak sobie można było czekać… Klientkami były głównie starsze panie. Pod pewnym względem Hala była jednak bardzo progresywna, bo nieczynna w niedziele (a w soboty czynna bodaj do 14-ej) na długo zanim wprowadzono zakaz weekendowego handlu. Tęsknię za Halą.
Hala Kopińska powstała w latach 50. i była wtedy szczytem nowoczesności, figurowała nawet jako atrakcja turystyczna w przewodniku po Warszawie, obok m.in. Pałacu Kultury. Znajduje się na liście dóbr kultury współczesnej Warszawy z lat 1945-1989 Stowarzyszenia Architektów Polskich, a także w ewidencji zabytków. Obdrapana i obklejona reklamami nie wygląda jednak dzisiaj najlepiej i trudno jej zrobić ładne zdjęcie. W środku ma ciekawe sklepienie żebrowo-wachlarzowe, ale dzisiaj była niedziela (niehandlowa), więc nie było możliwości zobaczyć.