Belgijska

Nadrabiam zaległości po „przerwie technicznej”.

Źródełko na Dolnej i zdekapitowana Syrenka.

Trochę Belgii w Warszawie, czyli Manneken Bis na ul. Belgijskiej:

Kamienica, o której kiedyś już pisałam – ma ciekawe wejście, po „mostku”. Z wejścia schodzi się w dół, bo kamienica zbudowana jest na skarpie.

Skarpa.
Domek Gotycki, inaczej „gołębnik”.

Od 1969 r. zegar na wieżyczce codziennie o 17.00 gra „Marsz Mokotowa”.

– Cóż, pański poziom testosteronu jest naprawdę niski, można się było spodziewać, tak działa captorix. Ale poza tym ma pan bardzo wysoki poziom kortyzolu, to po prostu niewiarygodne, ile pan wydziela kortyzolu. Prawdę mówiąc… Mogę być z panem szczery?

Powiedziałem, że tak, nasze dotychczasowe rozmowy zawsze cechowała szczerość.

– No więc, prawdę mówiąc… – Zawahał się, a jego wargi leciutko zadrżały. – Wydaje mi się, że umiera pan ze smutku.

Michel Houellebecq, „Serotonina”, przeł. Beata Geppert.

Kładka

Wybrałam się w końcu zobaczyć to cudo.

Po drodze.
Jest i ona.
Od spodu.
Stolyca.

Drugi brzeg.

Bardzo mi się podoba, że Wisła w Warszawie ma dwa oblicza.

Na kładce można sobie też przysiąść na takich niby schodach i posłuchać ulicznych grajków. Grajek trochę fałszował, ale pełno ludzi siedziało i słuchało, więc nie zrobiłam zdjęcia.

No i proszę – jeszcze jedna.

W czasie niskich stanów wody różne skarby się podobno z Wisły wyławia.

Czekolada

Dom Wedla.

Jedna z najbardziej smakowitych architektonicznie i nie tylko kamienic na Starym Mokotowie. Zaprojektowana w 1936 r. według pięciu zasad architektury nowoczesnej Le Corbusiera przez Juliusza Żórawskiego. Nad wejściem znajduje się płaskorzeźba „Tygrys”. Mnie najbardziej podobają się kolory – przywodzą na myśl gorzką czekoladę (z nadzieniem kokosowym).

Taką jak ta.
Stary Mokotów to też SGH.

Stanisław Wojciechowski prowadził na niej wykłady na temat spółdzielczości.

I kolejna mokotowska Syrenka (niezbyt urodziwa, szczerze mówiąc).

Budynek garażu Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania pochodzi z 1927 r. i obecnie mieści się w nim Teatr Nowy. Byłam w nim dwa lata temu na wieczorze autorskim Joanny Kuciel-Frydryszak (tenże blog mocno się do tego przyczynił).

Pani Joanna podpisuje mojej mamie książkę „Chłopki”.

Babciu, został po Tobie ślad.

Mokotowski street art

I agree.

Na początek mokotowska Syrenka wykonana w technice sgraffito. Szkoła z lat 30-tych nie jest już „szkołą powszechną”, tylko Liceum Ogólnokształcącym im. Janiny Zawadowskiej. Wewnątrz budynku jest jeszcze jedna Syrenka, też sgraffitowa.

Mural „Wallphabet” powstał jako hołd dla typografii, kaligrafii i liternictwa.
Krasnal.

Jedyny ocalały krasnoludek namalowany przez Pomarańczową Alternatywę Waldemara „Majora” Frydrycha na plamie namalowanej przez Reżim na znaku Solidarności Walczącej namalowanym przez Opozycję.

A skoro wczoraj mieliśmy rocznicę, to jeszcze –

Jedna z licznych Tablic Tchorka na Mokotowie.

Iluzjon

Najbardziej magiczne miejsce na Starym Mokotowie. Muzeum Sztuki Filmowej. Chadzałam do niego często w liceum, gdy mieściło się w Śródmieściu na Wspólnej. Dzisiaj mieści się w pięknym budynku na pięknym skwerze, przy pięknej ulicy Narbutta. Kino bez reklam i bez popcornu, za to ze starymi, niewygodnymi fotelami, pasującymi do filmów, też często „niewygodnych”, jak np. „Głowa do wycierania” Lyncha. Na Lyncha nie załapałam się, ale przypomniałam sobie inny film, po którym człowiek długo budzi się jak ze snu.

Ale najpierw zaległości, czyli spacer z zeszłego tygodnia, który mi nie wyszedł.

Kapliczka przy Puławskiej.
Teatr dla dzieci „Guliwer”.

***

A to już ul. Narbutta.

I skwer Antoniego Słonimskiego.

Kawiarnia, w której można pogadać sobie o obejrzanym filmie.

Iluzjon Filmoteki Narodowej, pod różnymi adresami, działa od 1956 r., nieustannie promując najlepsze kino polskie i światowe. Odbyły się tu setki przeglądów i festiwali. Obecną siedzibę, jako kino „Stolica”, zaprojektował w 1948 r. Mieczysław Piprek. (Oprócz niego również kina „1 Maj” i „Ochota”, które też były już na blogu).

Czyli Australia inaczej.