Jako miłośniczka zbiorkomu Święto Niepodległości uczciłam przejażdżką sławnym już na całą Polskę tramwajem do Wilanowa. Nie była to moja pierwsza wycieczka tramwajowa udokumentowana na blogu. Mieszkając na Żoliborzu udałam się na takową z pętli na Marymoncie na Ochotę, a w marcu tego roku była to wspinaczka po wzgórzach Lizbony słynną 28-ką. Lubię tramwaje, przez ostatnie lata jeździłam nimi często, bo kursowały one w znacznej liczbie z okolic mojego żoliborskiego osiedla i bardzo za nimi tęskniłam. Nie tak jak za metrem, ale bardzo. Na szczęście w tym roku wybudowano, a właściwie odbudowano linię tramwajową wzdłuż ul. Gagarina, a parę tygodni temu zakończono budowę torów do Wilanowa. No, „zakończono” to za dużo powiedziane, gotowe są tory i przystanki, wokół trwa jeszcze plac budowy, ale tramwaje jeżdżą. I dzisiaj uruchomiono kursy zabytkowymi tramwajami prosto z Sielc, więc jak mogłam nie skorzystać. Co prawda widoki nieporównywalne z tymi, które można podziwiać w tramwaju turystycznym z Żoliborza na Starą Ochotę (o Lizbonie nie wspominając), ale zawsze to coś. Przy okazji pochodziłam trochę po Lemingowie, czyli Miasteczku Wilanów.

Jest to tramwaj Konstalu typu 4N1 z 1961 r. Nie najstarszy na dzisiejszej trasie, ale na taki się załapałam. A nie było łatwo, bo chętnych było wielu.

Ale załapałam się na pierniczek, którym częstowała miła obsługa.

Nie jest to może jakiś szczególnie wyszukany pierniczek… Ale smaczny ;-).

Najbardziej podobały mi się detale we wnętrzu, choć w tłumie trudno było im się przyjrzeć, a jeszcze trudniej zrobić zdjęcie.

…ale wysiadając udało mi się cyknąć fotkę stanowiska motorniczego (kieruje się na stojąco). Trasa była dość krótka, 35-minutowa, ale musiała to być męcząca praca.



Świątynia, zwana przez niektórych Wyciskarką do Cytryn, robi przygniatające wrażenie.



Pamiętam czasy, gdy w tym miejscu były pola uprawne, widziało się je z autobusu do/ze szkoły. Dzisiaj wszystko tutaj niby ładne, niby zadbane, ale… bez duszy. Pod okiem kamer. Nie chciałabym tu mieszkać, a gdybym musiała, uciekałabym stąd w okoliczne chaszcze, których jeszcze tu sporo, ale szybko znikają. Sąsiedni Ursynów, też przecież blokowisko, tę duszę ma, znam ludzi, i to w bliskiej rodzinie, którzy nie wyobrażają sobie mieszkania gdzie indziej; nie bardzo chce mi się wierzyć, że Miasteczko Wilanów też doczeka się takich lokalnych patriotów. Ale może się mylę.






















































































