Mało ostatnio przyrody na blogu, więc spacer po okolicy. Ten park był tu już dwa razy, ale jest tak ładny, że warto powtórzyć, zwłaszcza że nie trzeba daleko chodzić.








Mało ostatnio przyrody na blogu, więc spacer po okolicy. Ten park był tu już dwa razy, ale jest tak ładny, że warto powtórzyć, zwłaszcza że nie trzeba daleko chodzić.








Wybrałam się w końcu zobaczyć to cudo.






Bardzo mi się podoba, że Wisła w Warszawie ma dwa oblicza.
Na kładce można sobie też przysiąść na takich niby schodach i posłuchać ulicznych grajków. Grajek trochę fałszował, ale pełno ludzi siedziało i słuchało, więc nie zrobiłam zdjęcia.

W czasie niskich stanów wody różne skarby się podobno z Wisły wyławia.

Jedna z najbardziej smakowitych architektonicznie i nie tylko kamienic na Starym Mokotowie. Zaprojektowana w 1936 r. według pięciu zasad architektury nowoczesnej Le Corbusiera przez Juliusza Żórawskiego. Nad wejściem znajduje się płaskorzeźba „Tygrys”. Mnie najbardziej podobają się kolory – przywodzą na myśl gorzką czekoladę (z nadzieniem kokosowym).


Stanisław Wojciechowski prowadził na niej wykłady na temat spółdzielczości.

Budynek garażu Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania pochodzi z 1927 r. i obecnie mieści się w nim Teatr Nowy. Byłam w nim dwa lata temu na wieczorze autorskim Joanny Kuciel-Frydryszak (tenże blog mocno się do tego przyczynił).

Babciu, został po Tobie ślad.


Na początek mokotowska Syrenka wykonana w technice sgraffito. Szkoła z lat 30-tych nie jest już „szkołą powszechną”, tylko Liceum Ogólnokształcącym im. Janiny Zawadowskiej. Wewnątrz budynku jest jeszcze jedna Syrenka, też sgraffitowa.


Jedyny ocalały krasnoludek namalowany przez Pomarańczową Alternatywę Waldemara „Majora” Frydrycha na plamie namalowanej przez Reżim na znaku Solidarności Walczącej namalowanym przez Opozycję.
A skoro wczoraj mieliśmy rocznicę, to jeszcze –







Najbardziej magiczne miejsce na Starym Mokotowie. Muzeum Sztuki Filmowej. Chadzałam do niego często w liceum, gdy mieściło się w Śródmieściu na Wspólnej. Dzisiaj mieści się w pięknym budynku na pięknym skwerze, przy pięknej ulicy Narbutta. Kino bez reklam i bez popcornu, za to ze starymi, niewygodnymi fotelami, pasującymi do filmów, też często „niewygodnych”, jak np. „Głowa do wycierania” Lyncha. Na Lyncha nie załapałam się, ale przypomniałam sobie inny film, po którym człowiek długo budzi się jak ze snu.
Ale najpierw zaległości, czyli spacer z zeszłego tygodnia, który mi nie wyszedł.



***
A to już ul. Narbutta.




I skwer Antoniego Słonimskiego.






Iluzjon Filmoteki Narodowej, pod różnymi adresami, działa od 1956 r., nieustannie promując najlepsze kino polskie i światowe. Odbyły się tu setki przeglądów i festiwali. Obecną siedzibę, jako kino „Stolica”, zaprojektował w 1948 r. Mieczysław Piprek. (Oprócz niego również kina „1 Maj” i „Ochota”, które też były już na blogu).


Czyli Australia inaczej.


Na Starym Mokotowie bardziej niż tutejsze wille podobają mi się tutejsze modernistyczne bloki. Ale to nic dziwnego, jestem przecież blokersem. Chętnie bym w którymś z nich zamieszkała, niestety są cenowo poza moim zasięgiem. To jedne z droższych miejscówek w Warszawie. Mogę sobie tylko powspominać, że przez jakiś czas mieszkałam w pobliżu, albo pójść na spacer pozadzierać głowę.





Większość domów jest z lat 30-tych, ale są i młodsze, ten jest z 1950. Mural kojarzy mi się z Władysławem Szpilmanem, grającym na warszawskich popowstańczych gruzach, ale nie wiem, czy ma z nim coś wspólnego. Na tym odcinku Wiktorskiej jest też kilka sklepów muzycznych, można kupić bębny, pianina, gitary, instrumenty dęte a nawet fortepian.

Między Dąbrowskiego a Madalińskiego taka to mniej więcej zabudowa, ale mnie najbardziej podoba się to, co na murach.



Wykonany przy użyciu farby i elementów ceramicznych.

Nieee, piłka jest okrągła, siatka jest jedna, a rakiety są dwie.


WordPress mnie dziś powiadomił, że mój blog istnieje już 5 lat. Dużo ze mną przeszedł, dosłownie i w przenośni.