



















Dzisiaj osiedle Muranów II, które nie jest osiedlem, tylko jednym wielkim domem z trzema wewnętrznymi podwórkami oraz ulice na północ od ul. Nowolipki.
Wejścia na osiedle strzeże żołnierz I Armii WP.

Gdzieś w jego pobliżu rosła „mirabelka z Nalewek” – drzewko o smutnej historii. Rosło niedaleko, przetrwało wojnę, opisywała je w jednym z reportaży Hanna Krall, a pestki z jej owoców zawiózł do Stanów Zjednoczonych Wojciech Fizyt, który jako dziecko bawił się pod nią na muranowskim podwórku. Gdy mirabelkę w czasach po transformacji ustrojowej wyciął deweloper, gałązkę z drzewka, które wyrosło pod Waszyngtonem, przywieziono do Polski i posadzono na skwerze koło tegoż właśnie żołnierza. Drzewko się przyjęło, ale niestety bohater spod Lenino nie ustrzegł go przed wandalami, którzy w grudniu 2019 r. je połamali (może dlatego, że stał do niego tyłem).








Rosnące na dziedzińcu Pawiaka drzewo pojawia się w wielu wspomnieniach przetrzymywanych i torturowanych tu więźniów. Obumarło w 1984 r., ścięto je w 2004 r., a na jego miejscu postawiono kopię z brązu.


W każdą ostatnią (a ostatnio także drugą) niedzielę miesiąca odbywa się w Pruszkowie Kiermasz Staroci. Lubimy tu sobie z przyjacielem poszperać na straganach, stolikach, pudłach albo po prostu na ziemi – każde z nas szuka czego innego, co tam mu potrzebne (albo niepotrzebne, ale fajne). Jak to ładnie mój Best Friend ujął: „Zobaczym, co ludzie starego mają. Starego, co kiedyś było nowe, brzydkiego, co kiedyś było ładne i ładnego, co było kiedyś brzydkie”. Ano znalazłam dzisiaj dwa takie egzemplarze.

Na targu zdjęć nie robiłam, bo handlarze nie lubią, gdy im się towar fotografuje.
A oto moje zdobycze:

Rarytasik, w sam raz na lato – van marki Dogde, którym firma Marvina Schwana rozwoziła lody farmerom z Minnesoty. Jako że na pokładzie nie było lodówki, Marvin lody pakował w izolowane płócienne torby z suchym lodem i pędził do domów swoich klientów. Firma istnieje do dzisiaj (i na pewno ma już samochody-chłodnie).
Poruszam się komunikacją zbiorową, rowerem lub na własnych nogach, więc brak samochodu (i w ogóle prawa jazdy – nie chcieli mi dać, a tak pięknie jeździłam…), rekompensuję sobie w inny sposób; w moim „garażu” stoi już pokaźna flota starych gratów – citroen 2 CV, cztery modele volkswagenów, londyńska taksówka i piętrus, dwa mini coopery, trabant (prosto z Berlina), fiat 600 D, auburn z 1923 r., a także dwie warszawy, syrenka, „maluch”, fiat 125p, żuk i polonez. „Lodziarka” pięknie tę kolekcję uzupełnia. Kosztowała cztery dychy (była w oryginalnym pudełku), ale wychodząc z domu znalazłam leżącą na ziemi dyszkę, więc jakby była za trzy : ).

Trochę podniszczona, ale to mi zupełnie nie przeszkadza (a nawet wręcz przeciwnie), w Internecie chodzą takie po cztery dychy (plus wysyłka).
Książę Albert (Edward VII), król(-playboy) Wielkiej Brytanii w latach 1900-1910, syn królowej Wiktorii, słynął z rozrywkowego trybu życia i seksoholizmu, zwany był też „wujem Europy”, ponieważ przez matkę i teścia był spokrewniony niemal ze wszystkimi europejskimi monarchami. Był namiętnym palaczem cygar oraz niezłym dyplomatą; mawiał, że „dwóch zdrowo myślących mężczyzn, paląc dobre cygara w wygodnych fotelach, może dojść do porozumienia w każdej sprawie”. Zmarł na zapalenie oskrzeli, a na czele orszaku żałobnego szły jego ulubione zwierzęta – koń i pies rasy terier (a dopiero potem żałobnicy). Okres jego panowania określa się mianem „ery edwardiańskiej”. Więcej ciekawostek o księciu można poczytać tutaj.
Bratowy ogródek trochę mi się już znudził, więc wybrałam się z przyjacielem na zwiedzanie okolicy. Przejechaliśmy się niedawno wybudowaną ścieżką rowerową wzdłuż miejscowej rzeczki (a właściwie strugi).

Dużo tu wodnych ptaków, żab, wielkich ważek, przyjaciel napotkał też zaskrońca. Rybitwy polują efektownym pikowaniem z nieba prosto do wody. Niestety żadne z tych stworzeń nie chciało mi zapozować.



Z zewnątrz słodka, wewnątrz gorzka. Trująca.

Ścieżka rowerowa na razie jest trochę łysa, drzewka dopiero posadzone, za to na łąkach wokół mnóstwo kwiatów.

Krótki spacer po starym Pruszkowie, przy stacji wukadki. Poruszam się ostatnio na jej szlaku, między dwiema wsiami, Warszawą i Pruszkowem właśnie. Dzisiaj wybrałam się tam do Rossmanna po krem do opalania, bo w „mojej” wsi jest nie do kupienia. Nie byłabym sobą, gdybym się przy okazji trochę nie poszwendała po okolicy.

Siedziba Muzeum Starożytnego Hutnictwa Mazowieckiego. Między III w. p.n.e a V w. n.e., w epoce żelaza, w okresie kultury przeworskiej, na terenach Równiny Łowicko-Błońskiej istniał jeden z najważniejszych ośrodków metalurgicznych w Europie.


Siedziba Urzędu Stanu Cywilnego.

Niszczeje w rękach prywatnych.

Pruszkowskie kamienice:



Sit cross-legged on the ground, close your eyes and listen to the birds.



Ptaki i jeże mają tu doskonałą miejscówkę – z dwóch stron ogrodu są niezamieszkane działki, gdzie nikt im nie przeszkadza, a cały ogród otoczony jest gęstym żywopłotem z mnóstwem kryjówek.
Watch pollinators at work – hoverflies are major pollinators in Shetland.
In Poland too.
Przedstawiam moich współpracowników z wydziału:









Ale jakiś ambitny, sezonowa praca przy zapylaniu go najwyraźniej nie satysfakcjonuje, próbuje zaczepić się w urzędzie państwowym. Zaczął od sprawdzania poczty.

Follow a bumblebee.








Puchaty taki, że aż się chce go pogłaskać po tym futerku. Preferuje jeżówki, inne kwiaty go właściwie nie interesują, czasem przysiądzie na oregano, czasem na lawendzie, ale natychmiast wraca na swoje ulubione kwiatki. I z kwiatka na kwiatek, z kwiatka na kwiatek… Śledzenie go nudzi się po kilku minutach, bo właściwie nic innego nie robi, tylko je, je i je… Z rusałką pawikiem jest w dobrej komitywie, nie przeszkadza mu. Czasem tylko mruknie pod nosem: „weź się trochę posuń…”
Niewątpliwą zaletą pracy zdalnej jest to, że można ją wykonywać nie tylko z domu, ale właściwie z każdego miejsca na świecie. Skorzystaliśmy z tej możliwości – ja i bratostwo – oni pojechali pracować zdalnie do Wrocławia, a ja – do nich. Mają dzieciaki Zieloną Szkołę, mam ja Zielone Biuro. Roboty i nerwówki w pracy dużo, ale zawsze to przyjemniej, jeśli wykonuje się ją w takich okolicznościach przyrody:

Ogródek, altana, taras, a nawet basenik dla dzieci – wszystko moje (na całe dwa tygodnie).