Żurawka

Spacer zainspirowany artykułem z ostatniego „Przekroju” – „Receptury od natury” autorstwa Evana Fleischera, będący przedrukiem ze strony bigthink.com. Dowiedzieć się z niego można, że szkoccy lekarze z Szetlandów mogą od października 2018 r. oficjalnie wypisywać na receptę… naturę. Programowi towarzyszy ulotka w formie kalendarza, w którym znaleźć można propozycje aktywności fizycznych na łonie natury na każdy miesiąc. W artykule nie było linku do powyższej, ale nietrudno było ją znaleźć:

730-1309-17-18_nature_prescriptions_calendar_4sep.pdf

Proponowane aktywności odnoszą się co prawda do Szetlandów, a nie wschodnioeuropejskiej stolicy, ale uparty warszawiak znajdzie tam także coś dla siebie. I tak, na luty Szkoci sugerują na przykład: „follow the course of a burn”. Ilustruje to zdjęcie rwącego strumienia wpadającego do Oceanu Atlantyckiego. No raczej trudno byłoby zrobić sobie taką wycieczkę w Warszawie, ale postanowiłam trochę pocwaniakować i znaleźć warszawski odpowiednik. I znalazłam, na dodatek nawiązujący trochę do moich spacerów Traktem Królewskim, które ostatnio uskuteczniam. W czasach bowiem, kiedy traktem tym przemieszczali się jeszcze polscy królowie, przecinało go kilka rzeczek czy strumieni, dzisiaj już nieistniejących lub biegnących w podziemnych kanałach. Jedną z takich rzeczek była Żurawka. Według różnych źródeł swoje początki miała na bagnach w okolicach dzisiejszego Pl. Starynkiewicza, według innych nieco dalej, w okolicach ul. św. Barbary. W XVIII w. została skanalizowana, a pozostałością po niej jest ul. Żurawia w Śródmieściu Południowym oraz wąwóz ul. Książęcej, który odwiedziłam już w styczniu. Dalej rzeczka biegła w okolicach dzisiejszych ulic Czerniakowskiej, Okrąg i Wilanowskiej na Powiślu, by w końcu wpaść do Wisły. (Za Wikipedią).

I właśnie tym szlakiem postanowiłam dzisiaj się przejść. Zatem: follow the course of a burn!

Kościół świętych Apostołów Piotra i Pawła.

Spacer zaczęłam od św. Barbary, bo z Pl. Starynkiewicza mogłoby być trochę za daleko dla moich odzwyczajonych od długich wędrówek dolnych odnóży.

Przykościelna kaplica św. Barbary.

Na przełomie XVIII i XIX w. mieścił się przy niej Cmentarz Świętokrzyski.

Centrum konferencyjne Uffizio Primo.

Najciekawszy budynek na trasie. Jak można przeczytać w Spacerowniku Gazety Wyborczej (też moja inspiracja) „Warszawa śladami PRL-u” (Agora S.A., Warszawa 2010):

„Aby ocenić niezwykłość tej budowli, trzeba wejść do środka. Wnętrze zaskakuje zarówno skalą, jak i rozwiązaniami, których w żaden sposób nie możemy domyślić się, stojąc przed fasadą. Wypełnia ją nieprawdopodobnych rozmiarów kolisty dziedziniec nakryty żelbetową kopułą, przeprutą niby plaster sera okrągłymi okienkami. Wokół kilka kondygnacji otwartych krużganków o stiukowych, romańskich kolumnach połączonych spiralnymi schodami z windami. I tu łatwo dostrzec erudycję projektanta, swoistą grę w architekturę. Kolumienki galerii nie wyrastają ponad kolumnami parteru. Zawieszone są pośrodku arkad – tak jakby cała budowla od pierwszego piętra w górę została lekko przekręcona w stosunku do parteru. Gdy patrzymy na pięć rzędów kolumn zawieszonych w powietrzu, możemy odnieść wrażenie, że [Marek] Leykam zakpił też sobie z zasad grawitacji.”

Budynek mieści się na ul. Wspólnej, ale tył można obejrzeć z ul. św. Barbary. Powstał ok. 1952 r., jako siedziba Prezydium Rządu. Obecnie mieści się w nim centrum konferencyjne Uffizio Primo.

Kamienice na Żurawiej.
ul. Książęca.

Że płynęła tędy kiedyś jakaś rzeczka, najłatwiej wyobrazić sobie w okolicy Parku Na Książęcem.

Szpital Orłowskiego na Czerniakowskiej (dawny ZUS) projektu Romualda Gutta i Józefa Jankowskiego. Lata 30.
Mural powstańczy na jednej z kamienic na ul. Wilanowskiej.

Głowy nie dam, gdyż miejsce to nie jest oznaczone na żadnej mapie, ale to prawdopodobnie tu, u wylotu ul. Wilanowskiej, znajduje się ujście skanalizowanej Żurawki do Wisły.

Opublikowane przez typikalme

Z wykształcenia administratywista i edytor. Z zawodu urzędnik. Z urodzenia (dość już dawnego) warszawianka. Mieszkam (aktualnie) na Żoliborzu. Wychowałam się na Czerniakowie i w Śródmieściu na Ścianie Wschodniej, urodziłam się na Szmulkach, a do liceum chodziłam w Wilanowie. Lubię szwendać się po mieście, pieszo i zbiorkomem. Z aparatem (w telefonie) w pogotowiu. Serce mam po lewej stronie. Namiętnie czytam „Przekrój”. "Typical me" pochodzi z piosenki The Smiths "I Started Something I Couldn't Finish".

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: