Podróże małe i duże

Książka o podróży (czy może o psychologii podróży) – jak najbardziej pasuje do początkowych, „wprowadzających” wpisów na Spacerniaku. W końcu spacer to też podróż, tyle że bardzo, bardzo krótka :). Co nie znaczy, że nie można na nim doznać jakiegoś olśnienia, zobaczyć czegoś, czego zupełnie nie spodziewaliśmy się zobaczyć.

„Biegunów” przeczytałam dopiero teraz, choć kupiłam tę książkę w zeszłym roku, jeszcze przed ogłoszeniem Nobla dla Olgi Tokarczuk, w ramach kompletowania lektur z Listy Müldnera, mojego profesora ze studiów. („Książki, które każdy inteligent powinien przeczytać”). Nie wiem, czy jestem po jej przeczytaniu bardziej inteligentna, ale wiem już, dlaczego swój wykład noblowski autorka poświęciła czułości. To, co uderza w jej pisarstwie, to wrażliwość, delikatność, empatia, zrozumienie i właśnie czułość dla drugiego człowieka. Czytając, czułam, jak bardzo bliska jest mi ta kobieta, jej sposób patrzenia na świat i ludzi. Jej ciekawość, spostrzegawczość, umiejętność dojrzenia tego, co na pierwszy (a czasem i na drugi) rzut oka niedostrzegalne. Skupienie na szczegółach. Do tego język, który wprost urzeka swoją malowniczością.

„Mój zespół objawów polega na tym, że pociąga mnie wszystko, co popsute, niedoskonałe, ułomne, pęknięte. Interesują mnie formy byle jakie, pomyłki w dziele stworzenia, ślepe zaułki. To, co miało się rozwinąć, ale z jakichś względów pozostało niedorozwinięte; albo wręcz przeciwnie – przerosło plan. Wszystko, co odstaje od normy, co jest za małe albo za duże, wybujałe lub niepełne, monstrualne i odrażające. Formy, które nie pilnują symetrii, które się multiplikują, przyrastają po bokach, pączkują, lub przeciwnie, redukują wielość do jedności. […] Mam nieustanne i męczące przekonanie, że właśnie tutaj prawdziwy byt przebija się na powierzchnię i ujawnia swoją naturę. Nagłe, przypadkowe odsłonięcie. Wstydliwe „ups”, rąbek bielizny spod starannie uplisowanej spódnicy. Metalowy, ohydny szkielet wyłazi nagle spod aksamitnego obicia; erupcja sprężyny z pluszowego fotela, która bezwstydnie demaskuje iluzję wszelkiej miękkości.”

„Nigdy nie byłam zbyt ochoczą bywalczynią muzeów sztuki, i jeżeli to miałoby zależeć ode mnie, zamieniłabym je z chęcią na gabinety osobliwości, gdzie zbiera się i eksponuje to, co rzadkie i niepowtarzalne, dziwaczne i monstrowate. […] Nie pociągają mnie kolekcje w centrum miast, lecz te małe, przyszpitalne, często zniesione do piwnic jako niegodne cenionych miejsc wystawienniczych i wskazujące na podejrzany gust dawnych kolekcjonerów. Salamandra z dwoma ogonami w owalnym słoju, pyszczkiem ułożona ku górze, czekająca dnia sądnego, gdy wszystkie preparaty świata w końcu zmartwychwstaną.”


Museum für Naturkunde, Berlin. VIII 2018 r.

„Upał cyka jak zegarowa bomba.”

„Nocny mózg to Penelopa, która w nocy pruje starannie utkany za dnia dywan sensów. Czasem jest to jedna nitka, czasem więcej; skomplikowany wzór rozkłada się na czynniki pierwsze – wątek i osnowę; wątek odpada, zostają proste równoległe linie, kod kreskowy świata.

Wtedy staje się to oczywiste – noc przywraca światu jego naturalny, pierwotny wygląd, nic nie fantazjuje; dzień to ekstrawagancja, światło – to tylko drobny wyjątek, niedopatrzenie, zaburzenie porządku. Świat naprawdę jest ciemny, prawie czarny. Nieruchomy i zimny.”

„Jest ubrana inaczej niż wszyscy – ma na sobie mnóstwo rzeczy: spodnie, a na nich kilka spódnic, lecz skomponowanych tak, że jedna wystaje spod drugiej, warstwami; i tak samo góra – składa się z wielkiej liczby koszul, serdaków, kamizelek. A na samym wierzchu szara pikowana fufajka, szczyt wyrafinowanej prostoty, echo dalekiego wschodniego klasztoru czy obozu pracy. Wszystko to razem ma jakiś estetyczny sens, nawet podoba się Annuszce, wydaje się, że kolory są dobrane starannie, ale może nie jest to ludzki wybór, lecz haute couture entropii – blednących barw, strzępienia się i parcenia.”

Oj, mogłabym tak cytować bez końca. To tylko kilka próbek, które zakreśliłam sobie, gdy akurat miałam ołówek pod ręką. Warto, naprawdę warto przeczytać całość.

Do tego jest to książka z obrazkami : ). Mój ulubiony to ten, na którym jest porównanie długości rzek świata. Są ułożone w rządku, rozciągnięte na prosto, jak łańcuszki na szyję u jubilera. Przy tych największych – Mississipi, Amazonce, Nilu – nasza Wisełka wygląda jak ubogi krewny. (Na pocieszenie – Tamiza i Sekwana są jeszcze krótsze : )).

Opublikowane przez typikalme

Z wykształcenia administratywista i edytor. Z zawodu urzędnik. Z urodzenia (dość już dawnego) warszawianka. Mieszkam (aktualnie) na Żoliborzu. Wychowałam się na Czerniakowie i w Śródmieściu na Ścianie Wschodniej, urodziłam się na Szmulkach, a do liceum chodziłam w Wilanowie. Lubię szwendać się po mieście, pieszo i zbiorkomem. Z aparatem (w telefonie) w pogotowiu. Serce mam po lewej stronie. Namiętnie czytam „Przekrój”. "Typical me" pochodzi z piosenki The Smiths "I Started Something I Couldn't Finish".

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: