Ksawerów na skarpie

Zapowiadano cały tydzień słonecznej pogody, ale pogoda dowiedziała się chyba, że jestem na urlopie i się zepsuła. No trudno, nie odpuszczę, po całym niemalże styczniu siedzenia w domu. Dzisiaj Ksawerów na skarpie.

Okolica jest elegancka, dużo tu przedwojennych willi, na ul. Ikara co roku 13 grudnia odbywały się demonstracje pod domem gen. Jaruzelskiego. Na samym skraju skarpy swoją rezydencję ma ambasador USA (a obok ambasador Peru). Jest też budynek skoczni narciarskiej i „górskie” uliczki – Zawrat i Kalatówki. Sporo jak na tak mały skrawek terenu.

Rezydencja Ambasadora (tego ważniejszego), z 1967 r.

W tzw. stylu Williamsburga. Przechodząc lub przejeżdżając obok, można się przez chwilę poczuć jak w Ameryce.

Tutaj nie wiem, kto rezyduje.
Budynek skoczni z lat 50.

Samą skocznię rozebrano w latach 2000-ych. Jej punkt konstrukcyjny był na 38 metrze, a najdłuższy skok oddał Janusz Duda (48 m) (chociaż oficjalny rekord – 40,5 m należy do Antoniego Łaciaka). Ostatnie zawody odbyły się w 1989 r.

Furtka z ul. Zawrat do parku przy Królikarni.
…prowadzi do tych schodów.

Schodki są bardzo nierówne i bardzo strome, można sobie na nich połamać nogi, zupełnie jak na prawdziwym Zawracie. Chociaż widziałam dzisiaj, jak tuż przede mną jakiś koleś zbiegał po nich niczym kozica.

Schodzi się do tego wąwozu (był już na blogu).
XVIII-wieczny budynek gospodarczy należący do zespołu pałacowo-parkowego Królikarnia.

Ostaniec

Przy okazji zakupów w Galerii Mokotów zajrzałam w miejsce, w które zapuściłam się, kiedy mieszkałam na Wierzbnie, czyli w okolice ul. Pęcherskiej. Kiedyś był to ważny szlak, dzisiaj z został z niego malutki, zanikający ogryzek. Kiedy byłam tu te kilkanaście lat temu, biurowce i apartamentowce dopiero budowano, okolica wyglądała zupełnie inaczej. Do dnia dzisiejszego domki z ogródkami ostały się chyba tylko dwa.

Po lewej jeden z domków, po prawej (tuż obok) – nie mam pojęcia, co to. Jakiś wykwit Mordoru, bo ta część Ksawerowa jeszcze się chyba do niego zalicza. Szperając w necie dowiedziałam się, że w okolicy znajduje się jeszcze kapliczka, która stała przy dalszej, nieistniejącej dzisiaj części ul. Pęcherskiej.

Ząbkowska

Odkurzania bloga ciąg dalszy. Dzisiaj trochę powtórka z rozrywki, bo w tych rejonach już byłam przy różnych okazjach. Spacer był z Praską Ferajną, ale tym razem niezbyt udany. Temat wycieczki (Ząbkowska i Wytwórnia Wódek Koneser) okazał się tak atrakcyjny, że przyszło mnóstwo ludzi, pana przewodnika nie było słychać i co chwila tarasowaliśmy wąskie chodniki wywołując wściekłość lokalsów. Jeden „koneser” puścił nam soczystą wiązankę. W sumie nie dziwię się, nie byliśmy tam dzisiaj jedyną wycieczką, Ząbkowska staje się powoli skansenem dawnej Pragi. Ciekawe, czy za kilkadziesiąt lat ktoś będzie prowadzał wycieczki na stare prl-owskie osiedla, takie jak moje, i opowiadał, jak to tu drzewiej bywało, a ja będę puszczała im soczyste wiązanki, wymachując laską… (Chyba nie, bo na prl-owskich osiedlach miejsca jest mnóstwo, każdy się zmieści).

Trzymałam się ogona, starając się jak najmniej wchodzić komukolwiek w drogę i skupiłam się na tym, czego spacerując sama pewnie bym nie zobaczyła, czyli podwórkach i bramach.

Te wojenne figurki, z tego co mówił pan przewodnik przynajmniej, to było trochę „pod Twoją obronę się uciekamy”, a trochę znaczenie terenu, bo dzielnica przed wojną była zamieszkana w dużej mierze przez Żydów.

Ciekawe, czy lokatorzy mają w mieszkaniu wybrzuszenie.

Pomysł na takie rozwiązania architektoniczne przyszedł na Pragę podobno z Rosji.

Ciekawe, bo nie jest to dobre rozwiązanie na nasz klimat (rosyjski tym bardziej).

Tablica na budynku centrali telefonicznej, filii P.A.S.T.-y.

Żołnierze AK zajęli go 1 sierpnia 1944 r.

I jeszcze ciekawostka dla zmotoryzowanych:

Stacja CPN-u na ul. Markowskiej.

Stacja jak najbardziej działa, jej otwarcie, a właściwie reaktywowanie nastąpiło w 2018 r. w wyniku tzw. rebrandingu.

Stara Ochota – Muzeum Ikon

Kolejny spacer z Praską Ferajną. Miałam go w swoich planach, ale pewnie nie weszłabym wtedy do muzeum, które się tu znajduje. Tu, to znaczy na Starej Ochocie, a konkretnie na osiedlu Ochota I.

Zaczęliśmy od Ośrodka Kultury Ochoty „Oko”, mieszczącego się w budynku Zrzeszenia Cechmistrzów Budowlanych z 1922 r.

Budowlańcy nad drzwiami wejściowymi.
Nieopodal mieściło się miejsce, w którym… (reszta na tablicy).
Powojenny, bardzo ładny budynek dawnego kina „Ochota”, obecnie teatru Krystyny Jandy.

Dobrze, że nie skończył jako Biedronka, jak niektóre inne dawne kina.

Kolejny ładny budynek, w stylu art deco, na ul. Dorotowskiej.
Jeden z socrealistycznych budynków osiedla Ochota I.

Niedaleko tego budynku na ul. Częstochowskiej mieszkał Marek Hłasko (tamten budynek jest nieciekawy, więc publikuję ten, bo jest z kolumnami:).

Warszawski modernizm, czyli budynek na Białobrzeskiej.

Zachowany napis z lutego 1945 r. – min nie ma (ale jest gaz).

Przedwojenne budynki na ul. Radomskiej.

Niestety najładniejsze wejście, z niebieskimi kolumnami, zasłania paczkomat.

Ale dobrze widoczna jest stara tabliczka z adresem – budynek był w administracji Samuela Typografa.
Muzeum Ikon w czynnej kaplicy św. Grzegorza Peradze.

Nie ma w nim cennych zbiorów, ikony są głównie współczesne, ale miejsce ładne, w klimacie obrazów Jerzego Nowosielskiego (są tu reprodukcje jego fresków).

Metro Wilanowska

Byłam w tej okolicy rok temu, na Dzień Śniegu, ale wtedy skupiłam się na leżącej na skarpie dawnej wsi. Na górze jest znacznie mniej ciekawie, dużo się tu buduje, znikają ostatnie ostańce.

Takie jak ten.

Napis „Bailout folks!” można przetłumaczyć jako „Dofinansowania, ludziska!”, ale nie wygląda, żeby ten apel został wysłuchany. Wręcz przeciwnie – po drugiej stronie budynku był mural poświęcony Stanisławowi Grzesiukowi, ale go zamalowano. Zresztą i tak nie byłby zbyt widoczny, bo postawiono przed nim biurowiec.

Kiedy mieszkałam na sąsiednim Wierzbnie, przyjeżdżałam tu często, bo mieściła się tu filia Supersamu, fajny bazarek, a z pętli autobusowej można było pojechać do Piaseczna i okolic, w których wówczas bywałam służbowo. Było tu bardziej pusto, ale jakoś tak bardziej swojsko, ale to pewnie tylko moje sentymenty.

Willa Lorencówka z lat 30. przy pętli autobusowej.
Żółta karczma przy Al. Wilanowskiej.

Zaprojektowana w połowie XIX w. przez Franciszka Marię Lanciego. Była tu oberża na trakcie z Wilanowa do Traktu Piaseczyńskiego, hodowla psów myśliwskich, punkt obserwacyjny powstańców warszawskich, a teraz jest Muzeum Historii Ruchu Ludowego.

Grochów II

Z Praską Ferajną znowu. Dzisiaj wycieczka bardziej do posłuchania, niż zdjęć robienia, ale trochę fotek się uzbierało.

Ślad po ostrzale artyleryjskim na piekarni Teodora Reicherta na ul. Wiatracznej.

I kolejny mural Tytusa Brzozowskiego.

Budynek dawnej fabryki galanterii metalowej Józefa Chylińskiego przy ul. Kaleńskiej.

Dom mieszkalny z lat 20. – jeden z najstarszych budynków w tej okolicy.

Nie chce się wierzyć, ale do niedawna był zamieszkały.

Jeśli chodzi o mieszkańców, to mieszkali tutaj także Andrzej Stasiuk, Edward Stachura i Muniek Staszczyk („a Grochów się budzi z przepicia”).

Picie odbywało się m.in. w mieszczących się tutaj słynnych akademikach UW na Kickiego.

Ul. Rębkowska.

Wspomniany Edward Stachura, który mieszkał w bloku obok i tam popełnił samobójstwo.

Postmodernistyczny budynek z lat 80. dla pracowników MSZ.

Prawdopodobnie pierwszy warszawski budynek w tym stylu.

Najbardziej znany grochowski pomnik – żeliwny obelisk z 1825 r. poświęcony budowie szosy brzeskiej.

A tu mało znany pomnik Syrenki przy Podskarbińskiej.

…i jeszcze mniej znany pomnik Marii Skłodowskiej-Curie.

Można sobie z nią zrobić selfie, ale tylko jeśli się jest odpowiedniego wzrostu :-).

I jeszcze fortepian po przejściach, przed tym samym Centrum Promocji Kultury.

Dawne kino „1 Maj”.

I na koniec powrót na rondo Wiatraczna. Uciekł mi autobus, ale nie zmartwiłam się tym, tylko poszłam na…

Pani, która tutaj obsługuje, nabija kultowe rurki kultową starą maszyną do nabijania rurek kremem (niedawno było o niej głośno, bo ją skradziono, ale szybko odzyskano) powoli i z namaszczeniem, a ludziska kupują po 10 sztuk, więc czeka się długo, ale nikt nie narzeka. Ja też nie, chociaż na swoją jedną rurkę czekałam chyba z 15 minut. Płatność oczywiście tylko gotówką (5 zł). Czyli wszystko jak należy.

Służewiec Przemysłowy

Zboczyłam ostatnio trochę na Pragę, ale jeszcze przecież całego Mokotowa nie obeszłam. Ostatnio był Mordor, dzisiaj jego bezpośrednie sąsiedztwo, znaczone tolkienowskimi ulicami.

Nazwy ładne, ale mieszkać na ul. Gandalfa to ja bym jednak nie chciała:

W ogóle najfajniejsze to tutaj są nazwy – rondo Stanisława Lema, rondo liczby Π, rondo „Miś”… A po przemyśle zostały tylko nazwy przemysłowe – Konstruktorska, Racjonalizacji. Oraz kilka dosłownie pofabrycznych budynków. Kiedyś w kilkudziesięciu tutejszych zakładach przemysłowych pracowało ok. 20 tys. osób i z czasów, gdy mieszkałam na sąsiednim Wierzbnie pamiętam, że tych upadłych już zakładów i instytutów było tutaj sporo.

Jego dni też na pewno są już policzone.

Odnaleziony gdzieś „pod płotem” na terenie budowy tutejszego Parku Rozwoju socrealistyczny pomnik (tutaj od tyłu).

Przedstawia budowniczego Przemysłowego Służewca (a przynajmniej tak go nazwano).

Jedyne działające tutaj nadal zakłady „przemysłowe” to zajezdnie – tramwajowa i autobusowa z lat 50. Na płocie mural warszawski – można rozpoznać Pałac Kultury, rotundę, dworzec centralny i bloki Osiedla Za Żelazną Bramą. Oprócz tego dużo pustych ulic i – co trochę dziwne – tylko jeden autobus.

Poza tym są tu tylko nowe osiedla mieszkaniowe – tutaj lofty:

…tak na widoku wszystkich to też nie chciałabym mieszkać.
…oraz budynki korporacji.

Jedyny teren zielony tutaj to tzw. park „linearny” Suwak przy ulicy o tej samej nazwie – wąski skrawek zieleni między biurowcami a torami kolejowymi.

Szmulki – Michałów

W Nowy Rok trochę doła załapałam, ale dzisiaj mogę powiedzieć, że…

Czyli Szmulki proszę państwa, moje rodzinne strony dzisiaj zwiedziłam, z Praską Ferajną znowu, całkiem sporo osób przyszło i spacerowało razem z nami, mimo mrozu i wiatru. Powinnam się cieplej ubrać, ale dotrwałam do końca w cienkim płaszczyku i jesiennych butach, bo w końcu miejsce dla mnie nie-zwyczajne, a nieprędko może nadarzyć się kolejna okazja.

Nazwa Szmulki („Szmulowizna” się u nas w rodzinie nigdy nie mówiło) pochodzi od imienia Żyda, Szmula Zbytkowera, bankiera i kupca, protegowanego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, protoplasty rodu Bergsonów (w tym filozofa Henryka Bergsona). Nazwa Michałów pochodzi od księcia Michała Radziwiłła, który wykupił wschodnią część Szmulek w 1902 r.

Jedna z zabytkowych latarni przy figurze Matki Bożej na rogu Ząbkowskiej i Korsaka.
Domy stare…
…obok domów nowych.

Budynek Domu Pomocy Społecznej im. Brata Alberta był nominowany w I edycji konkursu Życie w Architekturze – Najlepszy Budynek Warszawy 1989-1995.

Szmulkowy mural Tytusa Brzozowskiego.
Ostaniec na rogu Kawęczyńskiej i Folwarcznej.
Siódemką jeździło się do Śródmieścia, do dziadków.

Czapeczki na słupkach to inicjatywa pochodząca z Poznania.

Warszawiacy też, jak widać, pracowici…

Tzw. Drewniak Burkego – jeden z ocalałych praskich drewnianych domów wielorodzinnych.

Niezamieszkały, ale dobrze zabezpieczony przed pożarem.

Tzw. Willa Świętochowskiego z 1903 r.

Czyli podwórko z ciekawą „wkładką”, na które sama na pewno bym nie dotarła (trzeba było podzwonić po lokatorach z prośbą, by nas kto wpuścił). Niesamowite miejsce.

Warszawska Fabryka Drutu i Gwoździ, tzw. „Drucianka”.

Fabryk na Szmulkach było więcej, w czasie wojny pod jedną z nich Niemcy zgarnęli mojego dziadka i już nie wrócił.

Wyższa Szkoła Menedżerska.
Można po Szmulkach przejechać się „ogórkiem” – startują spod tutejszej Bazyliki.
Tu mnie ochrzczono.

Bazylikę Najświętszego Serca Jezusowego wybudowano w latach 1907-1923. Wzorowana miała być na rzymskiej bazylice św. Pawła za Murami, ale ostatecznie podobieństw nie ma zbyt wiele.

Moja ulica murem podzielona, świeci neonami prawa strona…

Ja mieszkałam po lewej. Na szczęście tego nie pamiętam.

Teatr „Mała Warszawa”.

Raczej miejsce eventowe, niż teatr.

Zaopatrzenie baru dosyć interesujące…

Jeszcze jedno spojrzenie na naszą ulicę, z drugiej strony.

Mama miała ochotę pójść, ale byłby to dla niej zbyt duży wysiłek, kazała porobić zdjęcia.

Ostatni przystanek, czyli Muzeum Chleba.
Maszyna do wytrząsania resztek mąki z worków. Nic się nie mogło zmarnować.