Łacha Siekierkowska

Starorzecze Wisły na granicy Siekierek i Augustówki, kiedyś siekierkowskie kąpielisko.

Nad samym akwenem wybudowano pijarską podstawówkę – nie wiem, czy ten znak nie będzie stanowił dla dzieciaków pewnej zachęty… 😉

Fajne miejsce na wagary.
Szkoła ma ogród na dachu.

Nie widać tego na zdjęciu, ale kwitło tu życie – latały i parzyły się ważki różnych gatunków, w trzcinach śpiewał trzcinniczek, a w wodzie pływał młodziutki zaskroniec (niestety zwiał, gdy się poruszyłam, żeby zrobić mu zdjęcie). Przesiedziałam pół godziny, obserwując.

Kosaćce za chwilę zakwitną.

Ostatnie stare siekierkowskie chałupki – ta na ul. Polskiej.

Jak podaje Wikipedia, po wojnie, w ramach dekretu Bieruta zakazano mieszkańcom Siekierek odbudowy starych i budowy nowych domów, przyczyniając się w ten sposób do rozwoju samowoli budowlanej. Siekierki usiane są takimi mikroskopijnymi domkami, rozrzuconymi bez ładu i składu.

Tej za chwilę nie będzie, bo tuż obok rozpoczynają się prace budowlane pod nową ulicę.
Ta swoją obecność wśród chaszczy zdradza tylko flagą.
Uliczna pompa.

Trochę świątecznego nastroju.

Most Siekierkowski i sanktuarium

Most Siekierkowski.

Most podwieszany wybudowany w 2002 r. Po drugiej stronie Praga Południe i Wawer.

Punkt widokowy na środku mostu.
Ujście kanału Nowa Ulga na Gocławiu.

Sanktuarium Maryjne na Siekierkach.

Zostało wybudowane w miejscu objawienia Matki Boskiej 12-letniej mieszkance Siekierek. Miało to miejsce w 1943 r. pod kwitnącym drzewem wiśni.

Kaplica wybudowana w miejscu objawienia (wiśni już nie ma).

Obok jest Kolegium Pijarów i prowadzona przez nich szkoła podstawowa.

Można się wybrać na spacer trasą wytyczoną przez tutejszy dom kultury. Większość punktów na tej mapie istnieje jednak głównie we wspomnieniach. Na mojej dzisiejszej trasie był dwór i folwark, ale nic prawie z nich nie zostało i trudno je znaleźć.

Za to te kury można bez trudu znaleźć na przystanku autobusu 108 Łososiowa.

Autobus 108 jeździ przez Siekierki tą samą trasą od 1948 r.

Aaa, są i kaczki – a autobusu jak nie ma, tak nie ma… (jeździ co pół godziny).

Fosa Wolicka

Czyli wsi w mieście ciąg dalszy.

Fosa jest częścią systemu carskiej Twierdzy Warszawa. Niedaleko są pozostałości Fortu Augustówka. Do niedawna była wyschnięta i zarośnięta, odtworzono ją w ramach budowy Trasy Siekierkowskiej. Biegnie do niej ul. Wolicka, kiedyś jedyna bita droga z Siekierek do Czerniakowa, dzisiaj trochę zapomniana.

ul. Wolicka.

Tutaj trochę bardziej uczęszczana, ale raczej boczkiem, boczkiem…

Na rozstaju dróg.

Tuż obok znajduje się rezerwat Jeziorko Czerniakowskie.

Kanał Siekierkowski.
„Mostek wikliniarzy”.

Jedna z tabliczek informacyjnych na trasie wokół Jeziorka – niestety prawie nieczytelna. Ja jednak zadałam sobie trud i wyczytałam z niej, że niegdyś mieszkańcy Siekierek trudnili się w miesiącach zimowych wyplataniem koszy i koszyków z rosnącej w okolicy wierzby purpurowej. W ścinaniu jej pędów rywalizowali z okolicznymi bobrami. Żeby je sprzedać, szli obładowani tymi koszykami ul. Wolicką na najbliższy bazar, znajdujący się przy skrzyżowaniu ul. Powsińskiej i św. Bonifacego. Wracając, odpoczywali popijając z kolegami sznapsa przy drewnianym moście nad kanałem odprowadzającym wodę z Jeziorka Czerniakowskiego. Daleko po łąkach niosły się głosy i śpiewy zabalsamowanych. Czasem dochodziło do kłótni i bójek. Artycha z majchrem tańczyła w parze. We wsi mówiono wtedy dzieciom, że duchy straszą na mostku.

A to już fosa.

A to – na pierwszym planie fosa, na drugim Jeziorko Czerniakowskie, a na trzecim – bloki osiedla Bernardyńska (w których mieszkała moja koleżanka z liceum). W fosie mieszkają zaś żaby, co dzisiaj było wyraźnie słychać.

Widok tych koni przypomniał mi, że i ja mam swoje wspomnienia z Siekierek. Gdy byłam mała, przychodziłam tu czasem z dziadkiem na łowy. Dziadek był miłośnikiem roślin doniczkowych i potrzebował nawozu. Nie było wtedy nawozów w buteleczkach, więc używał tego ponoć najlepszego (jego zdaniem) – końskiego. A tego w czasach mojego dzieciństwa można tu było jeszcze znaleźć całkiem sporo. Zbierał go więc do torby (raczej nie plastikowej) i zabierał do domu w Śródmieściu – autobusem… Monstera dziurawa rosła mu na nim wybornie.

Fosę można obejść lub objechać rowerem.

Tuż obok biegnie ruchliwa Trasa Siekierkowska, za nią rozbudowują się nowe osiedla. Tutaj, ze względu na rezerwat można jeszcze poczuć klimat dawnej wsi podwarszawskiej.

Staw pod Warszawianką

Ostatni spacer po Sielcach, z niespodzianką, czyli odkrywam nowe przejście z Sielc na Wierzbno.

Staw położony jest u podnóża skarpy warszawskiej, na terenie Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu. Przez lata był „zaniedbany” (czyli po prostu dziki).

Zrewitalizowano go w ramach budżetu obywatelskiego. Na szczęście nie za mocno – oczyszczono, uporządkowano, zrobiono alejkę wokół, postawiono ławeczki. Ludzie siedzo, odpoczywajo.

W jednym z jego rogów (o ile staw może mieć rogi) zauważyć można tajemniczą alejkę biegnącą w górę skarpy. Weszłam oczywiście, bo lubię tajemnicze ścieżki.

To nie kopce termitów, tylko – ja wiem? – „muldy”, bo biegnie tamtędy ścieżka dla crossowców.

Wejście z Dolnego na Górny Mokotów.

Szacun dla tych chłopaków, którzy zjeżdżają tą trasą. Jednego widziałam, wyjechał z niej jak szatan.

Widok na Sielce z Wierzbna, po wejściu na szczyt skarpy.

Trochę mało widać, ale taki już urok warszawskiej skarpy w miejscach dzikich. Uwielbiam skarpę.

Po przejściu kawałka Puławską, schodzę znów na dół – ul. Dolną.

Widok z Dolnej na kościół Świętego Michała Archanioła przy Puławskiej.

To jeden z najciekawszych architektonicznie warszawskich kościołów, z lat 50.

A to jeden z najciekawszych warszawskich murali.

Autorem jest włoski artysta z Turynu Pixel Pancho.

Reklama zakładu wulkanizacyjnego przy Dolnej – stoi tam od lat i można powiedzieć „wrosła w krajobraz”.

Piaseczyńska

Czyli znowu trochę wsi w mieście, tym razem na Sielcach, pod skarpą. Ulica Piaseczyńska zaczyna się w centrum tej dzielnicy, przebiega obok wieżowca firmy Jeronimo Martins, czyli kwatery głównej Biedronki, potem obok zabudowań ośrodka sportowego „Warszawianka”, a później stopniowo zamienia się trochę w wiejską drogę. Zostało tu trochę starych zabudowań z czasów, gdy Warszawy tu jeszcze za bardzo nie było.

Opuszczony drewniany budynek w okolicach kortów „Warszawianki”.

Okoliczna zieleń to głównie działki pracownicze, ale w samym ich środku znajdują się dwie uliczki – Bandoski i Jaworowska, gdzie wśród ogródków warzywno-owocowych stoją domy zamieszkałe na stałe, stare i nowe. Jest naprawdę sielsko.

Po drugiej stronie Piaseczyńskiej, za rowem z wodą jest już Park Arkadia, odwiedzony przeze mnie w październiku ubiegłego roku.

Arkadia jest parkiem krajobrazowym, ponieważ znajduje się na skarpie warszawskiej, a ta na całej swojej długości prezentuje się równie efektownie, czy to wśród miejskiej zabudowy (vide: wczorajszy spacer), czy to wśród mniej lub bardziej dzikiej przyrody. W tej okolicy znajdują się dwa chronione fragmenty skarpy – Fragment Skarpy Warszawskiej im. Janusza Kusocińskiego i Fragment Skarpy Warszawskiej im. Czesława Łaszka, oba na granicy Sielc i Wierzbna, głównie na terenach należących do „Warszawianki”.

Na skraju parku.
A państwo dokąd?
Kanał Sielecki w okolicach ul. Sobieskiego i Idzikowskiego.

W tej części Sielc znajdowała się założona w 1866 r. osada Marcelin. Hodowano tu warzywa, a w 1871 r. właściciel, Marceli Czułeński, wybudował tu murowaną willę i założył w niej restaurację, działającą do lat dwudziestych. Dzisiaj ma tu swoją siedzibę Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

KRRiT w willi „Marcelin”.

Promenada

Promenada na Sielcach to park, w którym byłam już we wrześniu ubiegłego roku przy okazji spaceru po Parku Morskie Oko, który płynnie przechodzi właśnie w ten drugi, oraz ulica, która kiedyś była promenadą, ale dzisiaj zastawiona jest samochodami.

Można do nich dojść ulicami Zajączkowską i Pogodną, na których małym odcinku zachowano stary bruk.

ul. Grottgera.

Najbardziej przedwojenna i wielkomiejska ulica Sielc, przypomina już bardziej Stary Mokotów – mieszkał na niej m.in. Kornel Makuszyński.

W czasie Powstania toczyły się tu ciężkie walki.
Na ul. Piaseczyńską przyszło nowe.
Wille na ul. Włoskiej.

Zachodnią granicę Sielc wyznacza skarpa warszawska, więc robi się interesująco.

ul. Wygoda kończy się na przykład tak.

Moim zdaniem potencjał tego miejsca nie został właściwie wykorzystany…

Ul. Boryszewska wije się tu, rozdwaja, by w pewnym miejscu zakończyć się ślepo, trzeba wysiąść z samochodu i dalej iść schodami, a potem, już na Starym Mokotowie, znowu pojawia się jezdnia.

…a gdyby komuś się strzelba zepsuła – to tu! (tzn. na Dolną).

Park Sielecki

Oprócz klasyków polskiego kina powstawała tu także Polska Kronika Filmowa.

Na płocie WFDiF kawał historii polskiego kina.

Ulica Zbyszka Cybulskiego jest tuż obok, ale strzeże jej budka strażnika i tabliczka „Teren prywatny”.

Stare, przedwojenne i nowe tabliczki z nazwą ulicy.

„Dom kościelny” to kościół pw. św. Kazimierza.

Park Sielecki.

Tylko jedna alejka, ale park ładny i z paroma ciekawostkami. Jezioro było częścią założonego przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego parku krajobrazowego.

Villa Monaco.

Luksusowy apartamentowiec z jednymi z najdroższych mieszkań w Warszawie. Kręcono tu serial „Bulionerzy”. Wybudowany na terenie dawnego królewskiego Folwarku Sielce. Zachował się tam pałacyk, w którym obecnie mieści się siedziba Konfederacji Lewiatan (dojście od ul. Cybulskiego, z parku jest ledwie widoczny).

Dzisiaj jest Dzień Patrzenia się w Niebo.
Słynne „Szpiegowo” na południowym krańcu parku.

Obiekt miejskich legend – kompleks budynków wybudowany w latach 70. dla rosyjskich dyplomatów. Dawno opuszczony, odzyskany przez Skarb Państwa dopiero po inwazji Rosji na Ukrainę. Trwa festiwal pomysłów, co z nim zrobić. Architektura nie jest zła, położenie fantastyczne, ale budynki są w złym stanie, choć niegdyś były wcale luksusowe (własny klub, przedszkole, sala kinowa, sauna, biblioteka, siłownia, boisko do koszykówki, gabinet dentystyczny, salon fryzjerski i fontanna) [za: architektura.muratorplus.pl].

Marcelin

Krzyż przydrożny na rogu Chełmskiej i Czerniakowskiej.
„Grande Toscano” Igora Mitoraja.

Stoi przed Spectra Art Space Fundacji Rodziny Staraków, czyli „sztuka w korporacji”, z tego co zrozumiałam z ich strony. Wstęp na wystawy wolny.

Ambasada Korei Północnej.
Tak wygląda od frontu.

Koreańczycy z Północy część swojego budynku wynajmują, dlatego brama jest tak szeroko otwarta.

Blok mieszkalny Ambasady Rosji.

Niedawno było o nim głośno, bo na dachu wykryto urządzenia nasłuchowe.

Centrum Handlowe „Panorama”, czyli dyskretny urok lat 90.

Nazywają się pierwszym centrum handlowym w Polsce. Symbol luksusu prosto z 1993 r. Toczy się dyskusja nad wpisaniem go na listę dóbr kultury współczesnej. Funkcjonuje toto nadal siłą bezwładu chyba, bo nikt normalny tam nie robi zakupów.

Obok, rok wcześniej, otwarto pierwszy w Polsce supermarket – Billę. Oho, tam zakupy się robiło, i to często. Gdy postanowiono – już wiele lat temu – Billę zamknąć, by teren pod nią przeznaczyć na coś innego, mieszkańcy Czerniakowa i Sielc gwałtownie protestowali. Na próżno, sklep zamknięto, budynek wyburzono, a na jego terenie dzisiaj wyrasta las… (ten za krzyżem na zdjęciu).

A gdyby ktoś zapomniał o imieninach cioci albo zapragnął się w środku nocy oświadczyć i pilnie potrzebował kwiatków, to na rogu Chełmskiej jest kwiaciarnia całodobowa.

Flashback

Pojechałam zawieźć kluczyk od skrzynki. Gdy się otwiera drzwi wejściowe, wiosną wita tam człowieka taki widok. Przesiedziałam dwie godziny w pustym mieszkaniu…

– Wiesz, myślałam, że mnie nie lubisz. Bolało mnie to, bo uważałam cię za naprawdę wspaniałego chłopaka i cię polubiłam. Nie byłam głupia. Kręcili się przecież wokół mnie różni kolesie, starsi, i wszyscy chcieli tylko jednego. Faceci cały czas się do mnie podwalali. Złościło mnie to. Ale wiedziałam, że z tobą mogę porozmawiać. Naprawdę słuchałeś, byłeś dżentelmenem, a na tym mi zależało. Wiedziałam, że byłeś dla mnie tym jedynym.

Jimowi odjęło mowę.

– Myślałaś, że cię nie lubię? – powiedział w końcu. – Wręcz przeciwnie.

Deena obróciła się i wpatrywała w niego przez dłuższy czas. A potem uśmiechnęła się i lekko szturchnęła go w ramię. Zaciągnęła się głębiej papierosem.

– Jak to pięknie mogło być!

***

Poznałam Jima pewnego mroźnego lutowego dnia w gigantycznym bostońskim Massachusetts General Hospital. Miesiące dokopywania sobie po grillu u Rosaleen zmotywowały go do umówienia się na wizytę. Jim mógł bez problemu żyć dalej tak jak dotąd – stracona miłość, nieudane małżeństwo, mrużenie oczu w jasnym słońcu poniedziałkowego ranka, gdy po kolejnym weekendzie wychodził z domu. Ale po rozmowie z Deeną zdecydował, że dość tego. Nadeszła pora na zmianę. Kiedy opowiedział mi swoją historię, zapytałam go, jak jego zdaniem potoczyłyby się wypadki z Deeną w innych okolicznościach. Chrząknął i wyjrzał przez okno.

– Gdybym postąpił odwrotnie przed tymi wszystkimi laty, moglibyśmy zbliżać się do swojej trzydziestej rocznicy. Chcę czuć się mniej zalękniony, żebym mógł prowadzić prawdziwe życie.

– Słusznie – powiedziałam. – Zrobimy tak, ale może w odwrotnej kolejności? Poczujesz się mniej zalękniony dzięki prowadzeniu prawdziwego życia.

Ellen Hendriksen, „Jak przestać się bać”.

Tylko jednej rzeczy w życiu żałuję bardziej niż tej przeprowadzki. Tej piętnaście lat temu.

Czy to ten słynny pył znad Sahary?