Żywe obrazy

Sceptycznie podchodzę do tego typu przedsięwzięć, uważam, że obrazy wielkich artystów bronią się same, niepotrzebne im technologiczne fajerwerki, ale muszę przyznać, że akurat obrazy Klimta przedstawione w tej formie robią wrażenie. Poza tym, mieszka się w wielkim mieście, to trza korzystać. No i bardzo lubię Klimta. Wystawa odnosiła sukcesy w wielu europejskich i światowych stolicach, a teraz przywędrowała pod naszą strzechę, konkretnie na warszawski Kamionek, do Soho Art Center.

Można zrobić sobie selfie ze słynnym skandalistą.
Reprodukcję tego obrazu miałam na ścianie w starym mieszkaniu, ale bez takiej ładnej ramy.
Te ornamenty znam bardzo dobrze, bo układałam z nimi puzzle :-).

Obrazy wiszące w pierwszej części wystawy to oczywiście tylko kopie, a największą atrakcją i tak jest ta hala:

Są obrazy, muzyka jest, a i dowiedzieć się można sporo (no, chyba że czytało się album o Klimcie i książkę „Złota dama”). Ale nie powiem, podobało mi się, zwłaszcza gdy zwolnił się fotel-worek i mogłam zanurzyć się w klimtowski świat z pozycji półleżącej.

Niestety nie wszystkie obrazy Klimta dotrwały do naszych czasów – niektóre zostały spalone. Ale co tam obrazy…

Można jeszcze nałożyć sobie na głowę specjalne okulary 3D i „wejść” do kilku klimtowskich obrazów, ale szczerze – bez rewelacji.

Między Orężną a Okrężną

Czyli ostatni spacer po sadybiańskim mieście-ogrodzie. Właściwie poza willami nic tu ciekawego nie ma i ciężko się spaceruje, bo wąskie chodniki pozastawiane są samochodami, ale jest tu zielono, zacisznie i klimatycznie, choć jeszcze ładniej jest być może wieczorem, gdy zapłoną gazowe latarnie, bo i tutaj są one poustawiane.

Budynków z takim wykończeniem fasad jest tu bardzo dużo.

Eksperymentalne Osiedle Domów Atrialnych z lat 1968-72.

Domy atrialne mają ogrody na wewnętrznym dziedzińcu (czyli nie trzeba sadzić tui).

Już to tu pisałam, ale powtórzę – za PRL-u potrafiono ładnie budować. Nie mówię, że wszystko, ale zdarzały się prawdziwe perełki.

…przed wojną oczywiście też.

Miasto-ogród Sadyba – na południe od fortu

Część Sadyby w okolicach fortu Czerniaków nieco mniej ciekawa niż jej część najstarsza, „nadjeziorkowa”. Zabudowa głównie willowa, przedwojenna i powojenna, sporo ciekawej architektury, jednak o tej porze roku dość słabo widocznej z powodu bujnej ogrodowej roślinności. Dodatkowo pora na fotografowanie (wczesne popołudnie) niezbyt sprzyjająca, no ale chciałam pogodzić spacerek z olimpiadą, a konkretnie wieczornym meczem Igi.

Budynek zakładowy Warszawskiego Biura Projektów Energetycznych z 1957 r.
Ambasada Chile.
SBM „Przodowników Pracy” – była to spółdzielnia budowniczych Pałacu Kultury.

Porsche Panamera i Mini 07 ;-).

Najciekawszy budynek w okolicy – neoplastyczna kamienica projektu Romualda Gutta z lat 30.

Neoplastycyzm – kierunek w sztuce, stworzony w latach 20. XX w. przez Mondriana, charakteryzujący się użyciem linii pionowych i poziomych, które nachodząc na siebie, dzieliły płaszczyzny na kwadraty i prostokąty, oraz stosowaniem trzech barw podstawowych (żółtej, niebieskiej i czerwonej) i trzech tzw. nie-kolorów (czerni, bieli i szarości).

Informacje o budynkach zaczerpnęłam ze Spacerownika Sadybiańskiego ze strony Miasta Ogrodu Sadyba.

Plac Rembowskiego

Jedyny plac na Sadybie, nieduży i zaciszny, a jego ciszę przerywa tylko okazjonalny turkot kół po kocich łbach, którymi jest wybrukowany.

Od lat 90. XIX wieku jeździła tędy wąskotorowa kolejka wilanowska, którą warszawiacy jeździli na podstołeczne letniska. Trasa biegła od rogatek belwederskich, przez Marcelin i Sielce (dzisiejszą Chełmską), następnie skręcała na południe i przez Czerniaków i Sadybę dojeżdżała do Wilanowa. Potem przedłużono trasę do Klarysewa i Piaseczna. Na Sadybie na jej drodze stawał Fort Czerniakowski i otaczająca go fosa, który kolejka okrążała ulicą Okrężną. Linia została zlikwidowana w 1971 r., a na jej pamiątkę na starej Sadybie stoi pomnik.

Byłam w tej okolicy w styczniu 2022 r., ale bardziej od strony fortu i Parku Szczubełka, więc dzisiaj obeszłam fosę i stojące nad nią wille osiedla oficerskiego z lat 30. z drugiej strony. Latem wygląda to zupełnie inaczej.

Willa w siatce maskującej.
Fragment fosy fortu Czerniaków – widok na Park Szczubełka.

XIX-wieczna rzeźba przed główną siedzibą TVN-u na Wiertniczej to tzw. nepomuk, czyli figura świętego Jana Nepomucena. Nepomuków w Warszawie jest czterech – na Senatorskiej, na Pl. Trzech Krzyży, na Służewie i ten tutaj.

Szlakiem gazowych latarni

W upał taki jak dziś jedyną opcją spacerową był spacer wieczorny.

Pierwsze latarnie gazowe połączone z gazownią na Ludnej pojawiły się w Warszawie w 1856 r. 92 latarnie zapłonęły na Książęcej, Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu. Na początku XX w. były już ich tysiące, choć w 1904 r. pojawiły się już pierwsze latarnie elektryczne. Początkowo latarnie zapalali latarnicy. Postęp nastąpił w 1927 r., kiedy to w gazowni na Ludnej wprowadzono urządzenie do zdalnego ich zapalania. Po wojnie liczba latarni gazowych stopniowo malała i ulegała dewastacji. Dzisiaj w stolicy działają 174 latarnie gazowe, najbardziej znane to te na Agrykoli przy Łazienkach. Pozostałe znajdują się na Starym Żoliborzu, Bielanach i Sadybie. Te sadybiańskie to historyczny model z 1856 r., z charakterystycznymi liśćmi akantu; postawiono je w latach 30. i do 2008 r. zapalali je latarnicy. W tymże 2008 rozpoczął się projekt ich rewitalizacji, obejmujący m.in. wymianę mechanizmu zapalającego ze sterowanego ręcznie na automatyczny, zmierzchowy – trochę szkoda, chętnie poszłabym śladem latarnika i popatrzyła, jak się je zapala. Za to miasto-ogród może się teraz poszczycić największą liczbą latarni gazowych w Warszawie – w 2012 r. było ich w sumie 68. Wyznaczono też ścieżkę spacerową „Szlakiem latarni gazowych”. [za: um.warszawa.pl i miasto-ogrod-sadyba.pl].

Ja jak zwykle poszłam własną ścieżką:

Plaża

Jest środek lata, więc trochę plażowego nastroju – w środku miasta.

To nie Sopot, to Sadyba.

Chodzi o petycję do Rafała Trzaskowskiego.

Od wielu lat problemem jest obniżanie się poziomu wody w jeziorze, do czego przyczyniają się m.in. obniżenie się i odsunięcie koryta Wisły oraz budowa wałów przeciwpowodziowych na Łuku Siekierkowskim, naruszenie kierunku spływu wód gruntowych przez system kanalizacyjny osiedla przy ul. Bernardyńskiej, utwardzenie terenu zlewni jeziora zaburzające tempo zasilania wodami opadowymi oraz sąsiedztwo Elektrociepłowni Siekierki. Z badań przeprowadzonych przez naukowców z SGGW wynika, że od lat 60. XX wieku poziom wody w jeziorze obniżył się o ok. 1 metr. [za Wikipedią].

Kąpielisko nad Jeziorkiem Czerniakowskim jest jedynym w Warszawie kąpieliskiem zgodnym z wymogami unijnej dyrektywy kąpieliskowej i – jak widać – cieszy się dużym powodzeniem (głównie wśród Ukraińców – takie przynajmniej odniosłam wrażenie). Sezon kąpielowy – od 9 czerwca do 15 września. Długość linii brzegowej – 30 m. Zdatność wody do kąpieli jest regularnie badana i dzisiaj wywieszona była biała flaga. Są przebieralnie, toalety, jest ratownik i lodziarnia jest. Nie ma tylko gdzie położyć kocyka :-). Chętnie bym sobie popływała (strasznie dawno nigdzie nie pływałam, a w jeziorze to w ogóle chyba nigdy), ale nie miał mi kto popilnować rzeczy.

Więc tylko połaziłam po okolicy – tutaj ujście starego znajomego, Kanału Czerniakowskiego, do jeziorka.

Miasto-ogród Sadyba

No, wreszcie, udało się. Przetestowałam dzisiaj nowe trekkingowe sandały i ortopedyczne wkładki. Spacerek ostrożny i krótki, stopa trochę pobolewa, ale nie tak, żeby nie można było zrobić 4 km. Zobaczymy wieczorem.

O idei miasta-ogrodu pisałam już przy okazji spaceru po starych Młocinach na Bielanach. Realizacji tej idei jest jednak w Warszawie i jej pobliżu więcej, w niektórych też już byłam (Stary Żoliborz, Jelonki, Konstancin-Jeziorna). Na Mokotowie jest to stara Sadyba, której dodatkową atrakcją jest położenie nad Jeziorkiem Czerniakowskim. Zdecydowanie najładniejsza część Dolnego Mokotowa. Dzisiaj część pierwsza.

Kapliczka z gruszy, o której pisałam w niedawnym wpisie.

Jest tu kilka „wakacyjnych” nazw ulic (Kąpielowa, Kuracyjna, Juraty) – letnia pora jest więc chyba najodpowiedniejsza na spacer po tej dzielnicy. Można wybrać którąś z wytyczonych i opisanych tras, ale ja lubię chodzić własnymi. A Juratę (tę prawdziwą) wspominam bardzo dobrze – jest co prawda drogo, ale ładnie.

Miasto-ogród Sadyba powstało ok. 100 lat temu na terenie dawnej wsi Czerniaków, ale zabytkowy drewniany dworek na ul. Jodłowej jest znacznie starszy.

Jeden z domów przy głównym placu, a właściwie skwerze.

Skwer nosi miano „Skwer Starszych Panów” i mieści się tu też kawiarnia w szklarni, także ich imienia, z ciekawym znakiem drogowym przed wejściem. Nie zwróciłam uwagi, dokąd prowadzi strzałka, być może pod jedną z tutejszych gazowych latarni. No ale nie miałam z kim się całować, więc poszłam dalej. Z kawiarni dobiegała stylowa muzyczka, jednak pora była mało kawiarniana (około południa), więc… też poszłam dalej. Wieczorny spacer po starej Sadybie również mam w planie, a to z powodu rzeczonych latarni. Kiedyś już tu byłam wieczorem, i to mglistym, jesiennym – atmosfera naprawdę jak z bajki. (Jest też oczywiście wytyczona trasa spacerowa Szlakiem Gazowych Latarni).

Willa pre-modernistyczna na Godebskiego.
Jedna z willi na ul. Goraszewskiej.
Tu jeszcze jedna.

Tablica informacyjna przed nią zatytułowana jest „Towarzystwo do brydża”. No, wygląda na taką, w której odbywają się wieczorki brydżowe. Przypomniałam sobie, że swoją pierwszą (i ostatnią) lekcję gry w brydża też odbyłam na Sadybie, na imprezie u koleżanki z liceum, która mieszkała niedaleko, też w willi, ale w nowszej części dzielnicy.

To domki dla… sadybiańskich dzikich kotów?
Jeziorko Czerniakowskie, które tutaj podchodzi pod samo osiedle. Można wynająć łódkę lub kajak.
Można i wpław. Ten pan płynął chyba z jednego końca jeziora na drugi (jakieś 1780 m).
Są zejścia nad wodę, ale miejsca na ogół zajęte.

Wreszcie wolna miejscówka.
Niestety ze śniętą rybą. Ale przynajmniej wiadomo, że wędkarze siedzą tu nie na próżno.
Widok z mostu na część południową jeziorka.
Rośnie tu grążel żółty, a także nenufar, czyli grzybień biały (mam nadzieję, że uda mi się go spotkać).
Tu widok na część północną.

Wciąż czekam na jakiś odpowiedni dzień w weekend, żeby wybrać się na wycieczkę wokół jeziora.

***

A to jeden z efektów burzy w nocy z piątku na sobotę na moim osiedlu. Już by sobie dały spokój te żywioły z tutejszymi drzewami.

Surrealizm

…czyli wystawa w Muzeum Narodowym z okazji stulecia opublikowania pierwszego Manifestu surrealizmu André Bretona. Można na niej zobaczyć surrealistyczne mity, krajobrazy, wizje, sny…

…obrazy, grafiki, fotografie, kolaże, rzeźby, instalacje, filmy i mnóstwo dziwnych przedmiotów. Prace artystów polskich i zagranicznych.

Nastroje różne.

Tytuły niektórych prac to osobny temat, a wręcz czasem osobne „dzieła”. Niektóre skłaniają do głębokiego zastanowienia, a niektóre wywołują błyskawiczne i prozaiczne skojarzenia.

Rozporządzenie nr 9.

Gdy następnym razem dostanę na skrzynkę mailową kolejne niezrozumiałe rozporządzenie dyrekcji, już wiem, jak je rozłożyć na czynniki pierwsze.

W obecnym mieszkaniu, należącym kiedyś do pracowników telekomunikacji, „odziedziczyłam” starą (metalową) tarczę od telefonu. Chyba już wiem, jak ją wykorzystam. Zrobię rekontekstualizację.

I mały akcencik warszawski, a nawet czerniakowski:

Pod słynnym dziełem Salvadora Dalego doczytałam się ciekawej notatki. Otóż okazuje się, że surrealiści działali także tu, u mnie, na Czerniakowie! Tworzyli swoje dzieła przy pomocy tramwaju, który jeździł Czerniakowską (mówiłam!) ;-)).

Surrealiści często inspirowali się magią. Tutaj w sensie dość trywialnym.

***

Zajrzałam jeszcze do Galerii Sztuki XIX w.

Tęsknię za tym krajobrazem.

Czerwiec

Miesiąc pod znakiem kontuzji, więc spacerów jak na lekarstwo. Za to widoki z okna lepsze, niż się mogłam w lutym spodziewać. Niestety żeby je zobaczyć, trzeba wyjść na balkon. Balkon jest w trakcie urządzania – kupiłam „składaną” podłogę i usiłuję ją dopasować do metrażu (1,14 m :)). Czyli muszę kupić piłę. Ale nic to – złożyłam sofę, złożyłam stół, to i podłogę złożę. Brakuje mi wróbli i sikorek – im pewnie też brakuje mojego poidełka-wanienki.