

Budynek wybudowany w latach 60. XIX wieku, od samego początku nieprzerwanie służy temu samemu celowi.

Dopiero w domu, kadrując zdjęcia, zauważyłam pieska u boku małej dziewczynki. Na zdjęciu w telefonie widoczny jest dość wyraźnie, niestety w komputerze już nie. Sympatyczny i „ludzki” (mimo że psi) akcent w sztuce tego niezbyt sympatycznego okresu naszej historii.

Pan z żółtą parasolką to przewodnik miejski. Prowadził grupkę około dziesięciu takich jak ja pomyleńców, którzy zimną i mokrą listopadową niedzielę postanowili spędzić na szwendaniu się po centrum Warszawy. Nie przyłączyłam się, wolę wałęsać się sama, ale poczułam się w tym włóczęgostwie trochę… raźniej.


Nie wiedziałam, że taka tu istnieje. Budynki przy niej stojące mają jednak adresy przy Polnej.



A tak poza tym to niespodziewanie zima przyszła.