Gorąc… Skwar… Lampa… Do urlopu daleko… Przy tych temperaturach nie ma mowy o jakichś dalszych wędrówkach, ale siedzieć w domu też przecież nie będę cały czas, jest w końcu lato. Postanowiłam, że będę chodzić wieczorami chociaż po najbliższej okolicy – domu, pracy i gdzie mnie tam poniosą obowiązki lub potrzeby. Czyli minimalizm już taki totalny. Na początek Moje Osiedle. Było już na blogu, ale trzy lata temu, od tamtej pory trochę się pozmieniało. Składa się ono z pięciu części i ja mieszkam w piątej, najnowszej (i najbrzydszej). Co nie znaczy, że brzydkiej. Taki paradoks – najbrzydsze, a niebrzydkie. Bo osiedle jako całość jest ładne. A spółdzielnia zadbała, żeby było jeszcze ładniej. Oto dowód:


To jest taka stara, dobra, żoliborska spółdzielnia – ze spółdzielnianą gazetką wrzucaną lokatorom do skrzynek, konkursami na najładniejszy balkon/ogródek (przypomnę, że balkony na moim osiedlu mają wielkość dużej chustki do nosa) i ogólnie dość rozwiniętą tzw. działalnością społeczną. I z miłą panią w tejże administracji.

Susza i upały niestety dają się kwiatkom we znaki i w realu nie kwitną tak bujnie, jak te na obrazku, ale pszczołom to nie przeszkadza i uwijają się przy nich jak… pszczółki. Na pewno łączka wygląda jednak lepiej niż ta w ogrodzie Big Brothera, he, he.

To jedna nowość, która się ostatnio na osiedlu pojawiła. Druga jest bardziej prozaiczna, ale dla mnie warta odnotowania, bo bardzo mi GO w okolicy brakowało. Otóż w pobliskiej galerii handlowej pojawił się Rossmann.
Galeria nie jest może jakoś specjalnie wyszukana – ot, supermarket, tania sieciówka z odzieżą i produktami do domu, parę sklepów z ciuchami i butami, jakiś optyk, jakiś sklep zoologiczny, apteka jakaś, sieciowa szkoła angielskiego no i ostatnio Rossmann właśnie.

I na koniec jeszcze galeria uliczna, a właściwie chodnikowa:

Ciekawe, jak będzie to wyglądało po burzy?